Koniec propagandy słońca i sukcesu

Leje. Szumi, wieje, zapodaje, przetacza się sztorm czy inny huragan, czyli Irlandia wróciła do normy.

Wczoraj bardzo długi dzień, wyszłam z domu o dziesiątej, a wróciłam przed siódmą, nie było to dziewięć godzin nabite jak bagaż w Ryanairze, raczej pełne przemieszczania się z różnych zajęć do innych zajęć, i to głównie samochodem. Nic ciężkiego, z przerwami to tu to tam, a jednak długo, za długo na nogę. Zajęcia dobre, jak mały klub dyskusyjny, cóż może być lepszego. Parkingi mnie za to zbankrutują, tym razem wyszło 18 euro.

Dziś klient odwołał, coś mi się wydaje, że jednak nic z tego nie będzie. Jest mi smutno. Nie wiedziałam, że terapeuta się przywiązuje do pacjenta/klienta. Chodzę więc po domu w piżamie, którą dostałam od dziewczyny mojego syna, na szczęście jest piekna, co troche ulatwia żałobę. Tak piękna, że mam ochotę ją założyć do pracy – krajobrazy szkicowane granatowym ołówkiem na bladoróżowym tle. Wypiłam dwie kawy, zjadłam śledzie z jabłkiem i dla odmiany postanowiłam się zająć nacjonalizmem, żeby poprawić sobie humor.

W międzyczasie skończyłam całą trylogię The Country Girls Edny O’Brian – dwa pierwsze tomy zdecydowanie najlepsze, ostatni moim zdaniem słabszy. Może dlatego, że pierwsze dwa są o byciu dziewczyną w Irlandii, gdzie Irlandia jest równie ważna co bycie dziewczyną, a ostatni (Marriage Bliss) jest już o byciu mężatką i matką, gdzie Londyn jest tylko tłem.

Ćwiczę stopę, martwi mnie utrata sprawności. Nie wiem, czy będę mogła kiedykolwiek biegać, ani czy będę chodzić bez bólu, na razie stopa jest sztywna, obolała i fioletowa po każdym dłuższym staniu, i w ogółe nie wyobrażam sobie chodzenia bez buta ortopedycznego. Ćwiczę codziennie, ale milimetrowe postępy rozczarowują.

Zastanawiam się, czy najtrudniejsze uczucie to zawiść, kiedy nie możemy znieść, że inni coś dobrego mają, wiec musimy to wyśmiać, pomniejszyć, czy zepsuć, czy raczej jednak strata i żal po stracie.

Cieszę się, że moi rodzice nie zafiksowali się na wyrzucaniu rzeczy przed śmiercią, wydaje mi się to bardzo okrutnym pomysłem, a propagowanie takich idei wyparciem czy zaprzeczeniem tego, że istniejemy tylko dzięki relacjom z innymi i poprzez nie. Idea człowieka jako ‚konsumenta’ i monady, odpowiedzialnego za własny sukces i własne życie, jest przeokropna. Ludzie odzwyczajają się od przebywania z innymi, bo to jest zawsze trudne i wymaga uznania przestrzeni życiowej drugiego człowieka, ale przez to stają się bardzo samotni. Problemem jest to, że wielu ludzi chciałoby mieć ‚wioskę’ gotową ruszyć mu na pomoc, ale nikt nie chce być tą wioską.

Pociesza rozmowa z Wyborczej, gdzie laureat Nobla podziela moje poglądy

Możemy sobie wyobrazić społeczeństwo, które poprzez wysokie opodatkowanie i silniejszą siatkę bezpieczeństwa osiąga to, co większość z nas uznałaby za sprawiedliwy podział bogactwa poprzez. Ale i wówczas bogaci cieszyliby się jakimś rodzajem, jeśli nie szacunku, to prestiżu, podziwu i wpływu, nieproporcjonalnym do wartości ich wkładu w zbiorowość w porównaniu na przykład z nauczycielami czy opiekunami.

Niesprawiedliwość współudziału czy też współtworząca jest rdzeniem urazy napędzającej dzisiejszy populistyczny sprzeciw. Gdy prestiż i uznanie otrzymują ci, którzy zarządzają pieniędzmi, a nie ci, którzy produkują dobra namacalne albo zmieniają nasze życie, ucząc lub kształtując umysł i duszę, wielu pracujących ludzi czuje, że ich wkład jest niedoceniany. (…)

Sukces ma też często niezauważony element kontekstowy. Jesteś bardziej uzdolniony intelektualnie, a ja dużo silniejszy fizycznie, więc jestem ci podporządkowany. Ale ledwie kilka stuleci temu byłoby odwrotnie! (…)

Miary wyznaczające merytoryczność stale się zmieniają. A jednak ignorujemy to i traktujemy umiejętności, które obecnie nagradzamy, jako lepsze z natury, jakby zawsze były oznaką cnoty.

Proszę bardzo, dobrze wiedzieć, że moje poglądy warte są Nobla:D a nie, że jestem po prostu wariatką lewaczką.

I tak to, dziś cały dzień płynę sobie na sofie, aż do 16 kiedy pojadę zawieść Mo na gimanstykę.

Dobrego dnia, przytulcie kogo tam macie pod ręką i BROŃ BOŻE NIE WYRZUCAJCIE ZDJĘĆ!