Sen Mara

Leje, wieje, mają przyjść przymrozki i śnieg. I boli mnie głowa, co mi się naprawdę rzadko zdarza. No nie, zaraz zacznę narzekać na mój ulubiony marzec, nie moi drodzy, nadal kocham marzec miłością nieprzytomną, a kochanemu dużo się wybacza, nawet okazjonalne wianie chłodem.

(Kupiłam Margarytki, bo nic mi nie kwitnie, jak przestanie gradzić to zrobię zdjęcie).

Pomimo pogody, mam cudowny dzień. Taki, jaki lubię – jestem zupełnie SAMA w domu, bez żadnych wyjść, ani lekcji, ani sesji, mąż w pracy, córeczka w szkole, przede mną rozpościera się cisza i spokój i przestrzeń na myślenie. Śniadanko, kawka, artykuły, przygotowywanie się do zajęć, moja wyobraźnia może sobie meandrować, mogę sobie rozmyślać i przemyślać i kminić i oddawać się pracy samotniczej. Przeczytałam FANTASTYCZNY artykuł, który zaraz wam postaram się opowiedzieć, długi i trudny, szczególnie początek, jak się nie jest z tej działki (neuroscience), ale tak strasznie ciekawy, że musze się z kimś podzielić! (choć może nie do końca wszystko zrozumiałam).

W kazdym razie z tego, co zrozumiałam, autor łączy niektóre pomysły Freuda z ostatnimi odkryciami neuroscience na temat snów i jawy. Sny i śnienie, jak wam zawsze piszę, są niesamowicie ważne i chyba nie do końca jeszcze zdajemy sobie sprawę JAK bardzo. W psychonanalizie mówi się o ‚symbolizacji’ która się odbywa w snach, a owa symbolizacja niezbędna jest dla zdrowia psychicznego, choć chyba jest to ciągle raczej kliniczna obserwacja, niż spójna teoria. W każdym razie czy wiecie, że w głębokiej depresji sny są płaskie i pozbawione emocji? W lżejszej – skrócona jest faza fal wolnych, a REM zniekształcona. Śnienie jest również zaburzone w schizofrenii, ptsd, chorobie afektywno-dwubiegunowej i tak dalej. A jeśli ktoś kiedykolwiek miał doświadczenie snów które były długie, dziwaczne i pełne absurdalnych skojarzeń, to pewno zna to uczucie obudzenia się z takiego najdziwaczniejszego snu z poczuciem spokoju – rozwiązania problemu, czy osiągnięcia jakiegoś zrozumienia. Tutaj autor buduje inny model, nie odwołuje się do bezpośrednio do symbolizacji, ale próbuje umiejscowić sny w ramach naszego biologicznego dziedzictwa i wyjaśnić ich funkcje w kontekście tego, co współczesna nauka wie o świadomości. Sny są rozumiane jako narzędzie do rozwiazywania problemów zwiazanych z koniecznością przeżycia organizmu żywego, czyli dostosowania się do środowiska.

A zatem idzie to tak: współczesna teoria świadomości zakłada, że rzeczywistość w której żyjemy to produkt naszej wyobraźni, jakiś model świata wykreowany na podstawie sygnałów za pomocą zmysłów. Nasze przeżycie zależy od predykcyjnej mocy naszego modelu, czyli tego, jak precyzyjnie jesteśmy w stanie przewidzieć co sie będzie działo, czyli jak nas świat potraktuje w każdym danym momencie, chwila po chwili. W bardzo prymitywnej formie mają już to pantofelki, kiedy uczą się uciekać od ścianek akwarium, które kopią prądem, czy jak się tam pantofelkom uprzykrza życie. My ludzie oczywiście siedzimy sobie w domku, czytamy książeczkę, wraca nasz mąż z pracy i przewidujemy z 99.9% pewnością, że nas nie pokopie prądem, a raczej będzie miły, zgotuje obiadek i przytuli. To jak w pokerze – od trafności naszego przewidywania zależy nasza wygrana na loterii życia. Robimy to cały czas, pobieramy ‚próbki’ rzeczywistości naszymi zmysłami (ciepło-zimno, smaczne-okropne, ciemno-jasno) i staramy sie zgadnąć, czy to są warunki dla nas dobre do przeżycia i rozmnażania się, czy wprost przeciwnie. Jak dobre – zostajemy, jak złe – spierdalamy. Zgadywanie w dodatku odbywa się w większej części ‚automatycznie’, w tle, czyli nieświadomie, np. jest wiele badań, jak dzieci alkoholików potrafią wyczuć, czy rodzic jest pijany, jeszcze zanim wejdzie do domu.

Nasze przewidywanie opieramy oczywiście o nasze doświadczenia – czyli właśnie model rzeczywistości. Od urodzenia (albo jeszcze przed, jak niektóre badania nad uczeniem prenatalnym pokazują) mozolnie budujemy sobie pewien obraz świata, bardzo szczegółowy i zanurzony w odczuciach cielesnych – np. komu można ufać, jakie jedzenie jest dobre i tak dalej. Ten model dotyczy oczywiscie fizycznej rzeczywistości (ciepło-gorąco-parzy), ale w najważniejszym względzie odnosi się do relacji międzyludzkich, bo te są początkowo najistotniejsze dla naszego przeżycia. Ale żeby model był pomocny, nie może być zbyt skomplikowany i wszystkie organizmy żywe dążą do zredukowania skomplikowaności tego swojego modelu (tutaj wchodzi zasada wolnej energii Freuda) – bo przeładowanie systemu to jak za dużo okienek w windowsach otwartych i nagle cholera jasna system zaczyna nam się mielić. Kiedy nie wiemy co robić, generujemy dużo hipotez, czyli niepotrzebnie wydatkujemy energię życiową – na marginesie, to też można połączyć z naturalnym lenistwem natury Lucka, myśleniem szybkim i przyjemnym, oraz męczącym myśleniem wolnym, za odkrycie którego dostał Nobla Kahneman, a o czym wiedzą wszyscy piszący eseje i uczący się do egzaminu, też mi odkrycie;) W każdym razie wielość hipotez na temat rzeczywistości to ambiwalencja, konflikt wewnętrzny, niepewność jutra i jest to strasznie męczące.

No, ale do brzegu. W czasie jawy staramy się nasze hipotezy redukować przez ich testowanie – pijemy kolejną kawę i nagle zaczynaja nam się rączki trząść, zamiast czuć się lepiej, ups, siódma kawa wcale nie pomaga. Okazjonalnie, nie możemy odrzucić żadnej hipotezy, kiedy nie wiemy, czy odejść czy zostać, kiedy jesteśmy wściekli na naszych rodziców, ale ich równocześnie kochamy, a jeśli jesteśmy dziećmi, to nie możemy sobie pozwolić na tę złość i tak dalej, kiedy ukochany mąż kupuje pantofelki, a wieczorem razi prądem, więc czy mamy odejść, czy zostać, kiedy obiecuje, że się zmieni i mówi, że kocha i tak dalej. (Oczywiście w taką ambiwalencję łatwiej popaść komuś, kto już ma takie doświadczenie z domu rodzinnego, wtedy mąż który bije idealnie się wpisuje w model rzeczywistości, który opisuje kochających ludzi, którzy czasem bolą).

Ale konflikt wewnętrzny nie musi być taki duży i przeważnie nie jest. To są zwykłe codzienne sprawy, które generują ileś tam możliwych interpretacji, nowe emocjonalne przeżycie, które oznacza mnożenie domysłów na temat rzeczywistości, te wlasnie wszystkie domysły i idee i hipotezy na temat rzeczywistości są we śnie czyszczone, redukowane przez przegladanie śladów z przeszłości, które mają podobny emocjonalny smak, co pozwala nam uporządkować złożoność doświadczenia i wybrać najbardziej prawdopodobną wersję. Nadajemy wtedy przeżyciu znaczenie, które redukuje ambiwalencję i integruje je z naszym wewnętrznym modelem. Niepotrzebne połączenia synaps są usuwane, jest to proces podobny do przycinania połączeń neuronalnych w czasie dorastania. I voila! Budzimy się rano odświeżeni, po odwaleniu ciężkiej roboty we śnie.

Każdy sen składa się zatem z zewnętrznej warstwy (jawna treść snu, wg Freuda), która odnosi się właśnie do przeżyć dnia poprzedniego i wewnętrznej warstwy (ukryta treść wg Freuda) i to są właśnie te skojarzenia i ślady emocjonalne, które zostały wywołane przez przeżycia dzienne – odnosi się ona do tego naszego modelu rzeczywistości, który sobie zbudowaliśmy od momentu urodzenia. Model ten jest w dużym stopniu nieświadomy, pierwotnie zakorzeniony w ciele, z każdym nowym przeżyciem, jeśli wszystko idzie dobrze, cyzelowany i aktualizowany.

Mysle, że to dlatego wybuchają takie wojenki na blogach – bo nie bronimy ŚWIADOMYCH wniosków czy idei, które byłyby racjonalne i plastyczne, ale swoich emocjonalnych przekonań, które są tak głęboko wrośnięte w naszą tożsamość, że nie poddają się łatwo dyskusji. Jesteśmy tak skomplikowanym organizmem, że nie możemy sobie pozwolić na łatwe aktualizowanie najbardziej zakorzenionych i prymitywnych przekonań, bo one są jak język maszynowy pod każdym windowsem.

Ale wracając do śnienia, czyli do brzegu. Każdy sen ma kilka etapów: pierwszy z nich to odtwarzanie emocjonalnego śladu dnia poprzedniego, następnie przeglądanie roboczych hipotez, czyli sortowanie pomysłów i idei które się z tym kojarzą – które przywołane zostały z nieświadomości przez ten właśnie emocjonalny ślad. Sniacy probuje to, co go spotkało w ciągu dnia przypasowac do tego, co juz wie, co mu to przypomina, z czym się to łączy i jak to może zintegrować z modelem. Włączenie przeżycia do wewnętrzego obrazu świata to etap kolejny, który kończy się przesłaniem doświadczenia do pamięci długotrwałej. Po jego zakończeniu możemy o doświadczeniu ‚myśleć’ w jakimś konkretnym kontekście, przezycie cos dla nas ‚znaczy’.

Kiedy nie możemy śnić i przejść powyższego procesu, nie możemy zredukować luki w prognozach naszego modelu, mamy za duzo hipotez, za duzo domyslow, zaczynamy mieć objawy nerwicy, obsesji, rozwijają się zachowania kompulsywne i tak dalej, bo nie mamy zapewnionego tego podstawowego bezpieczeństwa, poczucia, że wiemy co robić, żeby przeżyć – co szukać, a czego unikać. W skrajnej postaci, aby zredukować konflikt wewnętrzny umysł może uciec do psychozy – czyli halucynacji, które autor opisuje jako wykorzystanie mechanizmu snu bez śnienia, na jawie. Wielodniowe niespanie może wywołać psychozę, choć związek samoistnej psychozy z zaburzeniem mechanizmu snu nadal nie jest do końca jasny, może psychoza związana jest z uszkodzonym mechanizmem oddzielającym jawę od snu?

Takie rozumienie marzeń sennych pozwala też wyjaśnić PTSD, kiedy doświadczenie traumy nie może zostać zintegrowane – jest tak przeciążające, że jak zaczyna się śnić (czyli ‚odtwarzać emocjonalny ślad’), to się człowiek wybudza przed przejściem do fazy integracji – to są właśnie te koszmary nocne, które pojawiają się w niezmienionej formie często latami, bo samo doświadczenie emocjonalne przepala nam wszystkie bezpieczniki już w trakcie jego odtwarzania podczas pierwszej fazy.

No i co myślicie? Ciekawe, prawda? Artykuł zawiera dużo dużo więcej, można sobie zajrzeć, te zapiski to raczej moja próba zrozumienia niż streszczenie artykułu.

W każdym razie, take home message moi drodzy to niewątpliwie – trzeba śnić! Im bardziej dziwaczne, długie, bezsensowne i szalone sny, tym dla nas lepiej, bo to oznacza, że umysł przegląda najgłębsze pokłady nieświadomości, nasze głębiny morskie, gdzie najprymitywniejsze wspomnienia pogrzebane, dorwał się do tego i próbuje aktualizować nasz przestarzały model rzeczywistości, a jak wiadomo dla zdrowia psychicznego nie ma jak to updatowanie systemu.

A zatem życzę sobie, i wszystkim, którzy się nie boją, takich snów, jak u Leonory:

*** A dziś jest Światowy Dzień Snu!