Jestem, niewątpliwie

fot. Tarquin Blake, projekt Abandoned Ireland.

Znowu starsza o rok.

Jestem, niewątpliwie, ograniczona zatem czasem i przestrzenią. Na tej planecie. W tym kraju. W tym mieście. W tym domu.

Nie wiem tylko, czy mieszkam w tym ciemnym pokoju, czy raczej w tamtym?

***

Tym razem świętowaliśmy dwa dni, w niedzielę nad brzegiem, a wczoraj w domu. Niedzielny obiad w przepięknej restauracji nad samym morzem, tylko niestety za poradą syna, że ‚nie jest takie ostre’ zamówiłam sobie danie z dwiema papryczkami chili w menu – jagnięcina w sosie miętowo-szpinakowym – no i niestety, myślałam, że mi gębę wypali, doprawdy nie wiem co to za przyjemność taki ogień. Mój synek za to z dziewczyną i swoim ojcem zajadali się ostrościami, prawdziwe piekło, nie dla mnie. Ja wciskałam szybko kawałki i zaraz zagryzałam pysznym Naanem i zapijałam mango lasse, ale nic nie pomagało. Córeczce za to nie podpasowało, bo nie było japońskie, heh.

Ale wczoraj ciasto, kupione przez męża, było idealne.