Ciotka z podziemia

Marzec.

Powoli przygotowuję się na powrót do pracy. Jeszcze słabo chodzę, boli i nie wiem, czy to zrastanie, czy nerwy które musiały na powrót wyrosnąć, czy ścięgna przykurczone czy mięśnie nie używane, czy cholerawieco. Pewno cholerawieco. Ale staram się trochę chodzić, sprawdzam, czy dojdę do przystanku, bo rowerem nie bardzo, a muszę jakoś do pracy dojechać już za 2 tygodnie.

Wczoraj poszłam sobie na spacerek do parku, sama, przez godzinę przeszłam półtora kilometra. Jestem jak ten żółw – mąż się odwrócił na chwilę, a ja myk myk.

W parku cudownie. Ja wprawdzie jestem fanką lasu (kto pamięta pytanie na maturze ‚Drzewo w literaturze polskiej?’ ja mam głowę pęłną lasu w prozie i liryce, choćby las nocą rośnie usta otwiera dłonie ogromne chłonie i ssie albo Jest w lesie ptak, na wieży dzwon czy Mało drzewiej gołe były lasy, śnieg na ziemi wyższej łokcia leżał lub Idziemy przez las pijani od słów Siekiery), ale park też daje radę. Było zimno, wiatr przewiewał kurteczkę i żałowałam, że nie wzięłam rękawiczek, ale wiosna!

Wiosna!

W piątek obejrzeliśmy Dom Dobry, kolejna pozycja, która mi współgra z książką o traumie (Trauma – od przemocy domowej do terroru politycznego). Nie miałam wrażenia, że przedstawienie traumy jest przesadzone, ani, żeby Smarzu jakoś epatował przemocą, a takie opinie o filmie czytałam. Herman pisze, że zawsze zaprzeczamy i wypieramy doświadczenie traumy – dzieje sie tak zarówno na poziomie społecznym, jak i jednostki. Chcemy jak najszybciej zapomnieć, albo zaprzeczyć, że coś takiego w ogóle mogło mieć miejsce, bo doświadczenie jest tak przerażające, że trudno je jakoś zrozumieć, przerobić i właczyć do pamięci, historycznej czy jednostkowej – i tak właśnie niektórzy odnosili się do filmu. Są oczywiście kobiety które taki koszmar przeżyły i nie są w stanie tego filmu oglądać, to zrozumiałe, ale nie o nie mi chodzi. Film dobrze też pokazuje, jak przemoc skorelowana jest z nierównowagą sił – łatwiej eskaluje w dynamice dorosły-dziecko, mężczyzna-kobieta, strażnik-więzień, członek większości narodowej – ktoś z mniejszości etnicznej. Co ciekawe, film nawiązuje też do jednego z mechanizmów obronnych wykorzystywanych przez ofiary – dysocjacji, bo tak, jak bohaterka nie wiemy, co jest prawdą, a co wymysłem, która z tych trzech historii jest prawdziwa. A może wszystkie równocześnie, jak w osobowości wielorakiej, która może być konsekwencją granicznego doświadczenia przemocy i znęcania.

Wczoraj zaczęliśmy Bugonię, bardzo jestem ciekawa jak jeden z moich ulubionych reżyserów poradzi sobie z jednym z moich ulubionych filmów – bo Bugonia jest amerykańską wersją Save the Green Planet, jednego z najbardziej oryginalnych i wzruszających filmów koreańskich. Nie wiem, czy pisałam, ale kiedyś dawno dawno temu założyliśmy i prowadziliśmy z Mi klub filmowy Auntie Underground w lewackim centrum społecznym w Dublinie, na seansy wygrzebywaliśmy właśnie takie perełki jak Save the Green Planet, puściliśmy też Irlandczykom Misia oraz Gadające Głowy Kieślowskiego 😀 Do dziś większość naszych irlandzkich znajomych to ludzie właśnie wtedy poznani.

Sweter rośnie:

Niedziela zaczęta wyspaniem się, nieśpieszną kawką i drutowaniem. Zaraz idziemy do Immy, Mo na warsztaty z artystami, a ja podreptać sobie w ogrodzie angielskim. Za namową Teatru zakupiłam sole magnezowe do ablucji i to jest cudowny plan na wieczór.

Imma.

Zrobiłam trzy tysiące kroków i zachwyciłam się murem: