Wczorajsza wizyta w szpitalu zaowocowała nowym obuwiem, bowiem zdjęli mi gips i dostałam but ortopedyczny. Boszszsz, nareszcie mogę się kąpać, zaraz idę do wanny się odmoczyć, bo wyglądam jak wąż – linieję.
Teraz tylko 6 tygodni w bucie. Właśnie odkryłam, że będę mogła wreszcie założyć spodnie inne niż piżamowe, albo te dwie pary z szerokimi nogawkami, które w kółko musiałam nosić. Dostałam też pozwolenie obciążenia nogi na ile ból pozwoli, czyli mogę trochę chodzić, choć zżymam się na ten brak precyzji, bo jak mi na czymś zależy, to cisnę niezależnie od bólu.
Kombinuję jak tu wrócić do pracy, pełno płatne zwolnienie kończy mi się za dwa tygodnie, na obecną chwilę czuję, że ze trzy tygodnie jeszcze mi są potrzebnę. W klasie nie będzie już problemu, mogę sobie siedzieć, ale dojazd do pracy nie będzie łatwy – albo autobusem i wtedy pół kilometra na piechotę – nie wiem, czy dam radę, albo autem, a wtedy szukanie wolnego parkingu blisko szkoły może być wyzwaniem, no i dojście z parkingu. Albo taxi, ale wtedy taniej mi wyjdzie zostać w domu z obciętą pensją. Do tego superwizja, terapia, sesje, odwożenie Mo na zajęcia, jak to wszystko spiąć jeszcze nie wiem. Ale się dowiem. Ale pociesza mnie to, żę wrócę na uczelnię na 4 tygodnie tylko, bo w połowie kwietnia kończą się zajęcia;D Jakoś dam radę.
Mam jedną nóżkę bardziej, jak w kawale – jedna jest gruba i umięśniona, a druga chudziutka i bladziutka. Rehabilitiantka kazała mi robić kółeczka stopą i bardzo się zdziwiłam, że nie potrafię, nie mam pełnej władzy nad nóżką, jakby mi jakieś ścięgna i mięśnie nie działały. A może nerwy?
Sweter powoli rośnie, może już niedługo pokażę corpus delicti. Znowu leje. Ale niedługo marzec, a to zawsze poprawia humor.
Chyba jestem stara, bo kiedy Mi się pyta co chciałabym na urodziny nic mi nie przychodzi do głowy.
To znaczy dużo rzeczy przychodzi mi do głowy, ale jak coś chcę to sobie kupuję i tyle, a poza tym wszystko mam;) Nie no, wróć, na przykład chciałabym ekspres do kawy, ale taki profesjonalny taki, jaki jest w porządnej knajpie, a to conajmniej 4 tys euro, bo z innych mi kawa nie smakuje, a do tego musiałabym jeszcze zrobić remont kuchni, bo teraz taki ekspres przecież się nie zmieści. Jak już robiłabym remont kuchni, to chciałabym też boiler tam przenieść z naszej sypialni – co za kretyński pomysł, żeby instalować boiler w sypialni, niestety, uskuteczniony tutaj w większość domków. Chciałabym też w końcu zaadaptować strych, bo córeczka zaczeła ostrzyć sobie na niego ząbki, a to miał być mój azyl, moje miejsce, moje schronienie, a wygląda na to, że jeszcze parę lat i skończy się pracownią dla córeczki, która już nie ma gdzie upychać swoich dzieł sztuki i marzy o dużych sztalugach i warsztacie i nie wiem czym jeszcze.
Z literatury nawet nie piszę, co czytam, bo to przechodzi ludzkie pojęcie, nie wiem – może to zachłanność? Ciągle wydaje mi się, że nic jeszcze nie wiem, i czytam czytam czytam, żeby się dowiedzieć i w końcu wiedzieć, i ciągle jeszcze nie wiem. Czy to się kiedyś kończy? Chcę się przerzucić na literaturę piękną, może wtedy odetchnę.