Nie da się już tego dłużej ukrywać, wkrótce i tak wszyscy zobaczą na własne oczy.
Wiosna.
Żonkile w pełnym rozkwicie, już dawno chciałam wam pokazać długi rząd żółtych główek rozkwitłych wzdłuż boiska, obok którego przejeżdżam kiedy przywożę Mo ze szkoły. Przyuważyłam je już z dziesięć dni temu, ale zawsze pędzę samochodem i nie da rady zrobić zdjęcia.
Ogród pachnie rozmokłą ziemią i takim ostrym zapachem początku wiosny, trochę kiszonką, trochę trawą. Ptaki drą sie jak oszalałe. To już.
Usiadłam wczoraj na ławeczce na słoneczku, wystarczy pół godziny i człowiekowi się mgła z głowy wywiewa. Ogród wygląda jak siedem nieszczęść, solennie sobie przyrzekam, że w tym roku działam. Pierwszy raz od kiedy tu mieszkamy nie mam tulipanów w donicach 😦 Smętne krzaki na końcu ogrodu po lewej trzeba wykopać, powojnik znowu podciąć, bo smutno zwisa. bramble od sąsiada powycinać, bluszcz porządnie podciąć, trawę skosić, kwiatki posadzić. Może zacząć zbierać kasę na porządny płot, bo też trzeba w końcu zrobić. No i SZOPE. Ale pan od dachu przyszedł jeszcze w piątek i wymienił nam rynnę, która ciekła od siedmiu lat, to mamy pierwszy sukces.
W sobotę miałam zajęcia, dokicałam do budynku, a w drzwiach wejściowych spotkałam starszą panią, bardzo ekscentrycznie ubraną, w rudych farbowanych włosach, z lekko rozmazanym makijażem i cekinową przepaską. Przez chwilę się zawahałam, czy to nie jakaś pani w kryzysie chce wejść się ogrzać, a to była nasza wykładowczyni;D Ekspertka od samobójstw z trzydziestoletnią praktyką, która szkoli ludzi pracujących na telefonie zaufania. Bardzo dobre zajęcia, po pół godzinie zrozumiałam, dlaczego ci wszyscy ludzie na skraju tak jej ufają. Bo taka osoba, której zupełnie nie zależy jak ją oceniasz i co o niej myślisz, to człowiek, któremu możesz powiedzieć wszystko.
Wracaliśmy samochodem przez samo centrum miasta, pełne rozbawionych walentynkowych tłumów, a ja się cieszyłam, że jadę do domu i spędzę wieczór z moimi osobami, oglądając czwartą serię Stranger Things.