A zatem przypomnijmy o so chosi: w skrócie, totalne bordello w szeroko rozumianej sferze usług psychoterapeutycznych i psychologicznych w Polsce. W duszy ludzkiej obecnie może grzebać każdy, nieważne czy brudnymi czy czystymi paluchami, księża, szarlatani i psychopaci, na równi z psychologami po studiach online i terapeutami, odpowiednio wyszkolonymi i kierującymi się dobrem klienta/pacjenta.
Ale jeśli ustawa o psychologach wejdzie w życie – czyli Nawrocki podpisze – zgodnie z prawem nie będą mogli grzebać tylko na podstawie tego, że skończyli akademicką psychologię.
(Niestety, komentarze pod poprzednim postem sugerują, że większość z was to wszystko już wie, a ja tu się naprodukowałam jak głupia, hehe. Tak bywa.)
Bo nie wspomniałam jeszcze o drugiej ustawie, która jest na razie w przygotowaniu, a o którą właśnie toczy się drugie pół awantury. Zapraszam zatem na rozwinięcie tematu.
Ustawa (w przygotowaniu) o zawodzie psychoterapeuty reguluje różne rzeczy i większość z nich nie jest kontrowersyjna, a raczej nie wkurwia psychologów, oprócz jednego: że psychoterapeutą będzie można zostać bez bazowych studiów psychologicznych, z magisterką z czegokolwiek (Art. 9 pkt 2). Co oznacza, jak podkreślają przeciwnicy, że i socjolog będzie mógł być i geolog i inżynier, a nawet – o zgrozo! pewna pani Znana Psychoterapeutka mówi, że taki filolog romański może być nawet lepszy. To już rozgrzewa do białej gorączki niektórych psychologów.
Zajrzałam do ustawy i – ku mojemu zdziwieniu – okazało się, że jednak zakłada ona ‘ukończenie szkolenia z podstaw psychologii i medycyny mających zastosowanie w psychoterapii oraz zdanie egzaminu w tym zakresie (…)’. Czyli nieprawdą jest jakoby.
Kto będzie miał zatem uprawnienia do grzebania w duszy zgodnie z ustawą? W skrócie – osoba z tytułem mgr, po dodatkowym czteroletnim szkoleniu psychoterapeutycznym z conajmniej 1200 godzinami zajęć, stażu, superwizji i terapii własnej.
Czy to dużo, czy to mało?
Z ciekawości sprawdziłam wymogi trzyletnich dziennych studiów licencjackich na uczelni, na której uczę. Otóż studia z psychologii (nauk społecznych czy marketingu) to 180 punktów ETCS, które przeliczone na godziny dydaktyczne (bez np. czasu spędzonego w bibliotece) to właśnie około 1200 godzin.
Czyli czteroletnie szkolenie wspomniane w ustawie = licencjackie trzyletnie studia stacjonarne, a nie – jak niektórzy pogardliwie twierdzą – ‘jakaś weekendowa szkoła’.
Ale moim zdaniem najważniejsze jest co innego. Psychoterapia to praktyka, psychologia to nauka akademicka (o umyśle i zachowaniu ludzi), oparta o naukowy paradygmat poznania, metody badawcze, eksperyment itd. Teoria nie przygotowuje na praktyczne wyzwania pracowania z osobami w kryzysie, z zaburzeniami czy dysfunkcjami. Nie ma procesu grupowego, praktyki klinicznej, superwizji, dyskusji nad przypadkami, terapii własnej i tego ciągłego upiedliwego monitorowania własnych stanów ducha i emocji, które wyrabia nawyk bycia świadomym, co się z nami dzieje.
Jak już niektórzy tu zauważyli, historia sztuki nie uczy jak malować, a teatrologia nie uczy jak być dobrym aktorem.
Księża mogą mieć ogromną wiedzę o seksie, a jednak…
Psychologia nie uczy jak pracować z własnymi emocjami, z przeniesieniem (które jest podstawą w większości terapii), z drugą osobą, może dostarczać wiedzy, ale wszyscy wiemy, że wiedzieć a umieć to dwie różne rzeczy. Tutaj na przykład pani psycholog uważa, że osoba, która ma problemy z relacjami i wobec tego idzie do terapeuty, to nie ‘rozwija tych zasobów w sposób naturalny’. Wtf?
A jeśli sobie ktoś złamie nogę, to ma nie iść do ortopedy, tylko czekać, aż się zrośnie w ‘sposób naturalny’?
Aby uporządkowąć trochę odsasowość dolasowość jaka panuje w psychoterapii, ustawa również precyzuje pięć podejść w jakich można będzie się kształcić. Są to (1) Humanistyczno-doświadczeniowe 2) Integracyjne i wielomodalnościowe 3) Poznawcze lub behawioralne 4) Psychoanalityczne oraz psychodynamiczne oraz 5) Systemowe, czyli wszystko szkoły z długą tradycją, z wypracowanymi metodami pracy i teoriami. Nie ma tu oczywiście hellingerowskich ustawień, nie ma terapii integralnej, nie ma biologii totalnej, ani neurofeedbacku. Każdy psychoterapeuta będzie miał swój numer w rejestrze, zupełnie tak jak lekarz, a rejestr będzie publiczny – więc będzie można od razu sprawdzić, kto ukończył jaką szkołę i kiedy. Czyli dobrze, prawda?
Ale nie do końca, bo chodzi o kasę.

Wydaje mi się, że cała ta naparzanka wynika z tego, że psychoterapii w Polsce można się TYKO I WYŁĄCZNIE uczyć w prywatnych szkołach i instytutach. Psychoterapia nie jest oficjalnie zinstytucjonalizowana i stąd wynika większość kłótni. Bowiem dyskusję do czerwoności rozgrzewa głównie to, że trzeba wydać 60-100 tys złotych, żeby otrzymać certyfikat terapeuty, a prywatne szkoły terapii trzepią kasę jak dzikie.
Moje lewackie serce nie dziwi się zatem oburzowi psychologów i studentów psychologii, którzy poszli na studia marząc, że będą pomagać ludziom, a potem odkryli, że muszą wysupłać kolejne 100 tys. żeby ich marzenie się spełniło (tak, byli źle poinformowani i naiwni). A to właśnie jest prawdziwe zamknięcie zawodu.
Pytanie brzmi – czy można to zrobić inaczej?
Pewno tak, choć nigdzie nie jest idealnie. W różnych krajach to różnie wygląda, ale posłużę się przykładem Irlandii, bo się znam.
W Irlandii psychoterapia jest osobnym kierunkiem studiów, licencjackich albo magisterskich. Dzieli się na ‘counselling’ i ‘psychoterapy’ i też obecnie trwają dyskusje co jest jednym, a co drugim i jakie każdy z tych zawodów ma kompetencje, ale dla uproszczenia możemy przyjąć, że counselling to coś jak ‘doradztwo’ czy ‘psychoterapia krótkotrwała’, która ogranicza się przeważnie do 3-10 sesji i zajmuje się doraźnymi problemami i kryzysami, a psychotherapy to przeważnie długotrwała terapia zaburzeń depresyjnych, lękowych czy osobowości.
Istnieją studia psychoterapii i counsellingu, łącznie i osobno, publiczne, jak i prywatne, jest możliwość studiów bezpłatnych, choć przeważnie są to jednak studia magisterskie, a wszystkie magisterki są w Irl płatne. Są to jednak NORMALNE studia na uczelniach publicznych albo prywatnych, dzienne albo wieczorowe, regulowane przez Departament Wyższej Edukacji. Szkoły mają państwowe uprawnienia i dają normalny tytuł naukowy licencjata lub magistra psychoterapii- na przykład ja studiowałam MSc in … Psychotherapy na Wydziale Medycyny;D W dodatku żeby się dostać na magisterkę z psychoterapii nie trzeba mieć wykształcenia bazowego psychologicznego.
Ale nie myślcie, że jest tak różowo, bo żeby być certyfikowanym terapeutą trzeba jeszcze oczywiście mieć ileś tam godzin terapii własnej, superwizji i praktyki klinicznej, na przykład w naszej szkole wymaga się 400 godzin terapii własnej (chyba nikt nie ma więcej;D) i 150 godzin superwizji, za które się płaci się samemu, oraz 400 godzin pracy z pacjentem/klientem za pół-darmo (albo za darmo). Ale jeden problem odpada – psychologowie wiedzą, że są psychologami, bo nie studiowali psychoterapii i jeśli po licencjacie z psychologii nie zrobią mgr z psychoterapii, to nie mają problemu z akceptacją rozdziału kompetencji. Żaden psycholog nie twierdzi w Irl, że ‘może prowadzić terapię’ – bo wie, że nie.
Z jednym wyjątkiem – jest ktoś taki, jak psycholog kliniczny, który generalnie pracuje w służbie zdrowia i prowadzi różne typy terapii. Ale żeby zostać psych klinicznym też trzeba mieć magisterkę z psychologii PLUS dodatkowe 3 lata studiów równoważnych z doktoratem, w których 55% zajęć to zajęcia kliniczne. A za każdy rok Doctor in Clinical Psych się płaci 14 tys. euro, czyli też nie ma lekko;)
A tak na marginesie, to jest podobnie jak z Pracownikiem Socjalnym – w Irl jest to zawód regulowany i nie można być Social Workerem, jeśli się studiowało na przykład socjologię. Trzeba mieć kierunkowe wykształcenie Social Work, mimo, że wydawałoby się, że przecież praca socjalna wywodzi się z socjologii – jak ja studiowałam w Pl lata temu, jedną ze specjalizacji na socjologii była właśnie Praca Socjalna. Otóż jest to teraz nowa dziedzina akademicka. Zupełnie tak, jak psychoterapia. No cóż, świat idzie naprzód, nauka się rozwija.
A już zupełnie kończąc, to dodam, że psychoterapia wcale nie wywodzi się z psychologii. To znaczy, jest jedna (no, powiedzmy nie tylko, ale prawie) szkoła, która tak – to podejście poznawczo-behawioralne, CBT, Aaron Beck i te sprawy.

Ale cała reszta, CAŁA reszta tak naprawdę wywodzi się z medycyny i Freuda, który jako lekarz chciał badać procesy neurologiczne. Na samym początku psychologia interesowała się psychoanalizą, a psychoanaliza psychologią, ale były to dwie odrębne dziedziny, ojcowie psychologii (Wundt i James) chcieli z niej zrobić dziedzinę akademicką, a Freud był lekarzem od początku zainteresowanym praktyką kliniczną i psychoanalizą, z której to właśnie psychoterapia się wywodzi.
Ale to już zupełnie inna historia 🙂