Psychoterapeuta? Psycholog? Wtf? Część 1

Z wypiekami na twarzy troską śledzę w polskich mediach naparzankę między psychologami, zwłaszcza tymi zrzeszonymi w Polskim Towarzystwem Psychologicznym (PTP), a psychoterapeutami, zwłaszcza tymi zrzeszonymi w Sekcji Psychoterapeutycznej PTP (jak ktoś ciekawy może zajrzeć choćby na fb).

Tych, którzy nie wiedzą o so chosi, a chcą wiedzieć, zapraszam do zupełnie subiektywnego przewodnika po niuansach ustawki pomiędzy psych(ologami), a psych(oterapeutami) w Polsce, w międzynarodowej perspektywie porównawczej oraz kontekście filozofii nauki, socjologii instytucji oraz kasy;) Weźcie sobie kafkę i ciasteczko z galaretką, bo napisało mi się długo.

Zacznijmy od tego, że ósmego stycznia roku bożego Sejm przegłosował ustawę o zawodzie psychologa, która wprowadza ochronę prawną tytułu ‚psychologa’, czyli niby dobrze, ale psychologowie (pewno nie wszyscy, generalizuję oczywiście) są wkurwieni, bo ustawa jednocześnie zabiera im możliwość prowadzenia psychoterapii, jeśli nie zdobędą dodatkowych uprawnień. No i jest wojna. Prawie, że domowa, bo wewnątrz PTP, między Zarządem Głównym, a Sekcją Psychoterapii.

(Na marginesie, trochę strasznie i równocześnie śmiesznie oglądać taką naparzankę ludzi, którzy z racji zawodu powinni jeśli nie umieć swoje emocje ogarniać, bo przecież na psychologii tego nie uczą, i to jest właśnie sedno problemu, ale do tego przejdę potem – to chociaż rozumieć te afekty, mechanizmy zachowania, błędy poznawcze i tak dalej. W sumie stosuje się to też do terapeutów:)

No, ale do brzegu. Ustawa jest potrzebna, bo w Polsce dotychczas zawód psychologa nie był praktycznie prawnie chroniony (pomimo ustawy z 2001, nie było żadnych konsekwencji prawnych dla osób nielegalnie używających tytułu), a tytuł psychoterapeuty w ogóle nie jest regulowany (trwają prace nad ustawą o psychoterapii, o czym później). Oba środowiska – psychologów i psychoterapeutów – zatem zjednoczone były w ubolewaniu nad tym stanem rzeczy, że cała ta sfera to w Polsce wolna, nomen omen, amerykanka. Większość tak zwanych zwykłych ludzi, jeśli kogoś rozpoznaje, to raczej psychiatrę – głównie po tym, że tylko on może przepisać człowiekowi fajne dragi, jakieś benzo, nasenne, czy niech będzie nawet inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny, ale psycholog, psychoterapeuta czy terapeuta ds. uzależnień to wsioryba. Mamy zatem w Polsce zupełny burdel, wyborcza na spółkę z onetem co i rusz straszy publikę artykułami jak to niezrównoważeni, agresywni psychologowie po niestacjonarnych studiach magisterskich przyjmują dzieci, młodzież i rodziny, albo terapeuta proponował seks i kokainę albo psycholog, który został skazany za groźby karalne że podpali podwładną i wywiezie w bagażniku, teraz prowadzi psychoterapię, albo jak to na ustawieniach Hellingerowskich klientka dostaje w twarz od terapeutki, bo się nie pokłoniła oprawcy, i tak dalej, nie będę mnożyła przykładów, bo każdy może znaleźć sobie sam, w skrócie – dno i trzy metry mułu, uwalani wszyscy.

Przyslowiowemu zwykłemu człowiekowi trudno się w tym wszystkim połapać, bo przecież są psychologowie, którzy ogłaszają się na znanym lekarzu, że prowadzą terapię ‚psychologiczną’ (czyli co?), są terapeuci ds. uzależnień, są arteterapeuci, muzykoterapeuci, psychoterapeuci psychodynamiczni, psychoanalityczni, poznawczo-behawioralni, czyli z angielska CBT, systemowi, integracyjni, integratywni, intergralni (?), chrześcijańscy, terapeuci katoliccy, terapeuci tarociści i jungiści, psychoanalitycy, terapeuci pracujący z autystykami w nurcie ABA, terapeuci Gestalt, pracujący w nurcie mentalizacji, terapeuci pracujący z ciałem, psychosomatyczni, terapeuci pracujący z ustawieniami Hellingera, metodą neurofeedbacku i mnóstwo, mnóstwo innych, od samej mnogości ‚nurtów’, ‚fokusów’, ‚technik’, ‚szkół’ i ‚stylów’ można dostać bólu głowy. Są oczywiście ludzie szanowani, oddani swojej profesji, prowadzący terapię i interwencję psychologiczną etycznie i zgodnie z wypracowanymi przez lata regułami i zasadami różnych szkół o długiej tradycji, są ludzie po wielu latach terapii własnej, są też ludzie naiwni czy – muszę to napisać – sami lekko zaburzeni, oraz oczywiście zwykli szarlatani i oszuści. Jak na przykład moje ostatnie odkrycie – pani doktor socjologii (serce mnie boli jak to piszę), która reklamuje się, że skończyła ‚zarządzanie falami mózgowymi’, a na obwolucie swojej książki powołuje się na studia w Instytucie Psychoterapii Integralnej, która to szkoła psychoterpii nie istnieje, ale za to jest podobna z nazwy do istniejącej szkoły Integratywnej. Przy okazji to jest ta sama osoba, która stoi za tą obrzydliwą kampanią reklamową. No wszystko ze wszystkim i jajka na wierzchu, przy czym posłuchałam sobie tej pani i w sumie z 70% jej mądrości się zgadzam, kto by pomyślał;D

No i czy można się w tym wszystkim połapać?

A ludzie w dodatku są (podobno) coraz bardziej zagubieni, zdesperowani, smutni, z problemami psychicznymi. Sytuacja wydaje się być alarmująca, WHO i inne organizacje lamentują, depresja została ogłoszona chorobą nowoczesności o niepokojących trendach wzrostowych, a w Polsce dzieci łykają antydepresanty zamiast cukierków!*

Całe zatem środowisko ‚psycho’ najpierw zgodziło się, że trzeba to wszystko uregulować, posortować, oddzielić ziarno od plew i w końcu mieć czarno na białym, kto może grzebać w duszy ludziej, kto może zajmować się testami i diagnozami, a kto jest zwykłą szują oszustem.

No, ale tutaj zaczynają się schody. Część psychologów bowiem sądzi, że po psychologii mogą – albo powinni móc – prowadzić psychoterapię (pewno nie wszyscy, ale o to się właśnie rozchodzi), no bo przecież nie po to się pięć kurna lat uczyli! Co rozumiem. A psychoterapeuci z kolei uważają, że psychoterapia to jest coś zupełnie innego niż psychologia, jest to dziedzina interdyscyplinarna,  a akademickie studia psychologiczne nie przygotowują do prowadzenia procesu terapeutycznego.

Ale jeśli psychologowie nie mogą prowadzić psychoterapii, to właściwie na wuj takie studia? I czym sytuacja psychologa na rynku pracy w takim razie różni się od socjologa? No bo co może robić taki psycholog? To samo, co socjolog – nam zawsze mówili, że wszystko;D

Tak, wiem, że nie do końca to samo;) W każdym razie w nowej ustawie w art. 23 wymienione są cztery świadczenia psychologiczne, czyli to, czym tylko psycholog po studiach może się zajmować: (1) diagnoza psychologiczna; (2) opiniowanie psychologiczne; (3) orzekanie psychologiczne i (4) udzielanie pomocy psychologicznej. Ale nie ma tu psychoterapii, bo pomoc psychologiczna to nie psychoterapia, pomoc jest rozmiana jako profilaktyka, promowanie zdrowia psychicznego czy wsparcie w kryzysie, więc jak na razie bitwę wygrali psychoterapeuci. 1:0

No i się zaczeło, psychologowie szable w dłoń i na konika patataj patataj przeciw tym terapeutom, oraz modlą się do Nawrockiego, żeby zawetował, a jak to się stanie, to wszystko będzie uwalone na następne sto lat.

A w następnym odcinku – czym się różni psychoterapia od psychologii i dlaczego oraz co wkurza psychologów i mnie oraz co można z tym zrobić.

*nie chcę tu wchodzić w dyskusję, czy to problem większej powszechności diagnoz, czy rzeczywisty wzrost problemów i zaburzeń.