Środa. Wszyscy poszli.
Do szkoły i pracy, do więzienia, na zajęcia dodatkowe, lekcje plastyki, do klientów i do dentysty. Od poniedziałku muszę radzić sobie sama. Opracowałam metodę przynoszenia kawki z kuchni – skakanie na jednej nodze z kubkiem kawy jednak nie jest dobre, przesuwanie kubka i siebie na pupie po podłodze też nie jest najprzyjemniejsze, ale problem załatwiają moje ukochane termosy contigo.
Śniadanie mam zrobione, sama sobie przygotowuję drugie, znoszę kołdrę i inne bambetle na dół po schodach. A potem zalegam z nogą w górze i czekam, aż przyjdą z pracy i szkoły.
Z racji wolnego czasu wkręcam się we flejmy na blogach o biednej nauczycielce, co to wyrzuciła krzyż do kosza (dla wyjaśnienia, nie popieram fali hejtu która się na nią wylała, oraz uważam, że miała prawo zdjąc krzyż ze ściany czy czegokolwiek. Ale wyrzucenie do kosza symbolu religijnego było nierozsądne i impulsywne. Oczywiście wiem, że każdy z nas bywa nierozsądny i impulsywny, koniec wtrącenia).
Oczywiście niepotrzebnie się wkręcam, bo niczego to nie zmieni, bo nikt nigdy nie zrewidował swojego zdania pod wpływem dyskusji blogowych. Służą one raczej wylaniu naszych lęków i wściekłości, pozbyciu się tego wkurwu na to czy na tamto, okazjonalnie podzieleniu się punktem widzenia. Wyraźnie widać, że gdzieś tam pod generalizującą, jednostronną percepcją, pod tym tonem wypowiedzi agresywnym, widzeniem świata zero-jedynkowym, nastawieniem fight or flight najczesciej tkwi jakaś emocjonalna historia, często trauma rodzinna. Ale taki stan wyłącza możliwość refleksji i zrozumienia świata, uznania innych punktów widzenia, nie daje możliwości poszerzenia swojej perspektywy.
Sama się łapię na ten zero-jednynkowy stan umysłu, obserwuję, jak uruchamia mi się od razu kategoryczny impuls przekonania do swojej racji, wygrania debaty. A przecież niepotrzebnie. Nas uczą, żeby kuć, kiedy zimne, bo tematy gorące powodują tylko wzmożenie obron, a intelekt jest wtedy wykorzystywany nie do poznawania świata, czy jego zrozumienia, ale budowania jeszcze bardziej ścisłej fortyfikacji i umocnienia się na swoich pozycjach. Mam wrażenie, że podobnie działa to w teoriach spiskowych – nawet inteligentni ludzie potrafią budować szalone konstrukcje teoretyczne, w oparciu o błędne emocjonalne przesłanki.
Tego właśnie nie lubię w mediach społecznościowych, tego całego nakręcania jednych przeciwko drugim, tego eskalowania przemocy słownej, tego upraszczania świata i czarno-białych generalizacji. U nas się mówi na to splitting, kiedy świat jest uproszczony: my jesteśmy dobrzy, a oni źli. Ta dziecięca postawa, charakterystyczna dla wczesnego etap rozwoju psychicznego, nie jest niczym złym – kiedy świadomość wyłania się z chaosu wrażeń, najpierw musimy posortować obiekty, czyli oddzielić dobro od zła. (Nb. ciekawe, że Biblia też mówi o chaosie i procesie oddzielania światła od ciemności, a w mitach greckich Chaos to wręcz pierwszy byt pierwotny we wszechświecie – przepaść, pomieszanie, zasada kosmiczna. Wydaje się, że to jest uniwersalne i ważne doświadczenie rozwoju osobniczego, aż tak ważne, że zapisano je w księgach).
Ale uproszczona wizja świata pojawia się też u dorosłych wtedy, kiedy świat jest postrzegany jako zagrażający, a staje się ona prawdziwym problemem, kiedy czasy są niespokojne, tak jak teraz. I wtedy zaczyna rezonować z polaryzacją społeczeństwa. (I znowu na marginesie – tutaj przypomina mi się kapitał społeczny wg. Putnama – pomostowy i wiążący, i jak bardziej cenny jest ten pomostowy, czyli ten, co ułatwia przepływ informacji i zasobów POMIEDZY grupami, a nie wewnątrz grupy, jak społeczeństwa, gdzie więcej jest porozumienia ponad podziałami mają stabilniejszą demokrację, a organizacja społeczna nie musi być oparta na moralności plemiennej.)
Wydaje się, że to pozycjonowanie swoi-obcy, dobro-zło, czarne-białe, ten jednowymiarowy obraz świata jest nadbudowany na biologicznym odruchu obecnym już u ameby – kiedy z jednej strony odsuwa się ona od ścianki akwarium, która razi prądem, a z drugiej przysuwa się do jedzenia. To też jest prosta klasyfikacja, sortowanie prymitywnych wrażeń sensorycznych. Dobro i zło jest zatem zawsze najpierw subiektywne, zawsze ma korzenie w naszym indywidualnym odczuwaniu i sortowaniu zjawisk pod kątem naszych korzyści. Dopiero później rozwijamy coś, co się nazywa obrazem całości – zauważamy głębię i niuansy, że mama może być równocześnie dobra i zła, że każdy z nas jest skomplikowany i wielowymiarowy, a uproszczenie wzmacnia podziały społeczne, ale to już należy do osiągnięć następnego etapu rozwoju.
Ale wszyscy, przez całe życie wracamy do tej jednowymiarowej wizji wtedy, kiedy czujemy się zagrożeni, kiedy nie mamy zasobów, żeby sobie z czymś poradzić, kiedy identyfikujemy się z tłumem, i tak dalej, przy czym niektórzy częściej i dłużej przebywają w takim stanie ducha niż inni.
I mój ulubiony komiks z New Yorkera:

Najwyraźniej brakuje mi wykładów😂