Poczucie humoru

Czas leniwie płynie w domu, ledwo wstaję, a już jest południe. Lubię spać i śnić, spanie to prawdziwa kontrkultura, w opozycji do kultury zapierdolu, luksus, który nic nie kosztuje, na pewno zdrowsze niż oglądanie rolek. Myśl z tyłu głowy, że ‚muszę odpoczywać’ powoduje, że bez wyrzutów sumienia śpię do 9. 30. Codziennie. Świat jest mniej kanciasty i zdecydowanie mniej bolesny, jak człowiek jest wyspany. Jeszcze zarzucam na noc kodeinę na raz, ale już niedługo.

Jak już się wyśpię, schodzę (trudno to nazwać chodzeniem, hehe), zjeżdżam na pupie na dół, bo jednak po schodach pewniej się czuję obecnie w parterze, mój ukochany mąż przynosi mi z góry kołderkę, dmuchaną poduchę do trzymania nogi w górze i różne inne niezbędne bambetle, które poprzedniego wieczora pieczołowicie zaniósł na górę, razem z herbatką, wodą, bananem i lekami (nienawidzę w środku nocy odkryć, że nie mam banana).

W dużym pokoju na stoliku od kawy już na mnie czeka śniadanko – owsianka z owocami – i kawka. Powłóczę się po blogach, poczytam co tam panie w polityce i tak mi czas zlatuje do południa. (Niektórzy to mają dobrze). Potem lunch, sałatka, którą sama sobie robię odkąd moja córeczka poszła do szkoły, następnie trochę popracuję – jakieś sprawdzanie esejów, jakieś slajdy, maile, jeszcze ostatnie dokumenty, bo legalnie do końca tego tygodnia jestem przecież w pracy – i tyle. Żałuję, że nie będę uczyła mojego ukochanego przedmiotu (omg, do czego to doszło, żeby tęsknić za pracą!). Ale zrobiłam gościowi trochę materiałów na pierwszy wykład, mam nadzieję, że go nie położy.

Tylko jutro muszę się sprężyć i przeżyć osiem godzin na zajęciach. (I wstać o 6 rano i się wykąpać). Wezmę sobie wygodną poduszkę, kocyk, termosiki, oraz sałatkę, którą dziś zrobiłam z komosy ryżowej z granatem, oliwkami, pistacjami, cebulką, ogórkiem i kolendrą. Założę szerokie szarawary w czarno biały ząbek psa i wełniany sweterek w kolorze wściekła fuksja, całości dopełni zielny akcent gipsu na lewej nóżce. Mój prywatny kierowca mnie zawiezie i pomoże mi wejść na górę z całym dobrodziejstwem inwentarza. Zadbam o siebie jak mogę, a w sumie fajnie będzie zobaczyć wszystkich, bo od miesiąca nigdzie nie byłam, bywam tylko w szpitalach.

Ale najważniejsza wiadomość tygodnia jest taka, że mogę prowadzić. Chirurg tylko się zapytał, czy mam automat i stwierdził ‚nawet gdybym pani obciął nogę, to mogłaby pani prowadzić, haha!’ No i ma rację.

Uwielbiam poczucie humory chirurgów.