🍀🍀🍀

Wyczekaliśmy się w tym szpitalu jak głupi, duzy szpital, ze 100 osob w kolejce do kliniki. Najpierw rejestracja, potem pielęgniarka, potem rtg, a na końcu spotkanie z chirurgiem, który operował. Nie widzialam go po operacji – jeszcze spałam, kiedy on poszedł do domu, bo tego dnia nie miał dyżuru. Ale warto było czekać, bo  dowiedzialam sie, że udało mu się poskładać moją pogruchotaną stopę do kupy, czyli zrobić wszystko co trzeba i nie bedzie kolejnej operacji! Wyraźnie był zadowolony swoją robotą, nie mógł się napatrzeć na moją nogę rtg, a ja się strasznie ucieszyłam, bo kolejne cięcie to kolejne tygodnie w gipsie, a już jestem miesiąc po wypadku. No to teraz tylko ‚od 6 do 12 tygodni w gipsie’:) Za 4 miesiące już tylko będą mi wyjmować blachy ze środka, śruby zostają. Dostałam nowe ubranko na nogę, dużo lżejsze.

🌳🙂🍀

Siedzieliśmy w tym szpitalu cały dzień na owsiance i kawie, wiec jak wyszlismy po 5 to Mi mnie zaprosił na fantastyczne jedzenie do palestyńskiej knajpy. Niestety,  zaparkowalismy jakieś 200 m od knajpy, coś mi strzeliło do głowy, że dam radę,  bo co to jest 200m, prawda? W połowie drogi o kulach w strugach deszczu byłam pewna, że zaraz się położę na tym chodniku, co za głupi pomysł. Naprawdę ledwo doszłam, ja to potrafie mierzyc sily na zamiary i sobie dołożyć do pieca, zatrzymywałam się pod latarniami, żeby się o coś oprzeć i odpocząć, a kiedy weszłam do środka ledwo mogłam mówić i osunęłam się na najbliższe siedzenie😄

Baba ganoush, tabouleh i pizza weganska dla Mi, zgrilowany kurak dla mnie

Ale było warto:) to nasze pierwsze wyjście od miesiąca gdziekolwiek i przez chwilę się poczułam jak normalny człowiek. No i tabouleh, moja ukochana surówka!

Chyba trzeba sie pogodzic, że jestem inwalidką na razie, ech.  Jak skończyliśmy Mi po prostu podjechał po mnie i zatrzymał się na awaryjnych na ulicy, bo nie było szans, żebym doszła.

Jeszcze tylko odebraliśmy Mo od Adka, ( który wczesniej zapomniał, że miał ją odebrać z lekcji muzyki, biedulinka czekała pół godziny sama w szkole i bała się, że się znowu coś stało) i nareszcie w domu.

Ale dałam radę i wobec tego w sobotę idę na zajęcia do kliniki. Wezmę sobie kocyk, poduszkę, lunch, termos z kawą i termos z herbatą i będę sobie siedziała na dywanie, z notatnikami i oloweczkami i odpowiednią nogą wyprostowaną. Problemem będzie tylko dojście, jak się przekonałam, bo zajęcia są w samym centrum, gdzie oczywiscie nie można nigdzie zaparkować. Ale muszę, inaczej mi nie zaliczą zajęć klinicznych, bo jedne już opuściłam.

A z pracy mam zwolnienie od poniedziałku na kolejne 6 tygodni😃 Ale w pracy przecież nie mogę siedzieć na podłodze, c’nie?