Oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba…

Takie piekne kolczyki mąż mi kupił w Porto. Trzy pary, ‚bo wiem, że gubisz i żebyś się martwiła ‚😅 (obrazeczek zimowy by Mo).

No i pierwsza książka skończona w 2026:

(Zamierzam zapisywać, bo najwyraźniej mam jakiś kompleks😆)
Dobra. Wywiad z nowojorskim psychoanalitykiem. Lata 70′, stara Freudowska szkoła, najbardziej konserwatywne myślenie o psychoanalizie, kiedy analitykiem mógł zostać tylko ktoś po studiach medycznych. I Nowy York😃Tweedy, okulary szylkretowe, kozetki i zimny, wycofany terapeuta. Krytyka innych szkół, jako tych, co niepotrzebnie odkrywaja koło (Kohut, Jung, Ferenczi, Adler, rozśmieszyli mnie ‚wyklęci Kleinisci’ – stare rany dalej bolą, hehe), troche dobrych słów o Winnicott’cie – ale jak nie powiedzieć dobrego słowa o gościu, który na swojej liście warunków koniecznych dla terapii, umieszcza punkty ‚analityk jest realnie obecny, żywy i oddychający’ oraz ‚analityk nie ulega zniszczeniu’. Pierwszy rozdział to wprowadzenie do teorii, trochę przynudnawe, ale potem dużo plotek o środowisku, o pacjentach, udanych i nieudanych terapiach, hierarchicznej organizacji, kasie i rywalizacji. Pomyślałyby kto, że terapeuci, tfu, przeanalizowani analitycy są od tego wolni😄 Kto zna środowisko, ten wie, że nie, co więcej, wyobrażanie sobie, że tak, to myślenie magiczne i dziecięce omnipotentne postrzeganie rodziców. Ale – jakby powiedział Giodano Bruno – a jednak się kręci.
Aaaa, i widzielismy La Jetee – pierwowzrór 12 Małp, ale to jest kino!

Jeszcze straszniejszy i jeszcze dziwniejszy. Francuskie i Brytyjskie filmy są tak dużo lepsze od Amerykańskich, że aż niemożliwe. Mam przesyt amerykańskim kinem, ten ich styl opowiadania, te maniery kulturowe, ten sposób zachowania, zawsze taki trochę ‚over the top’. Np Brytyjskie kino familijne Nativity! – niby to samo, co w setkach innych filmów, niby jakaś wersja świątecznego Kevina, a jednak broni się wdziękiem, niby sztampa, ale mniej sztampowa niż zwykle, i do tego te angielskie detale!