Ciemność widzę

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie co to będzie…

No więc kocham to, że jest jasno jak wstaję, ale NIENAWIDZĘ tego, że jak odbieram Mo ze szkoły to jest już zupełnie ciemno. To znaczy jeszcze jej nie odbierałam ze szkoły, bo wczoraj szkoła zadzwoniła o 9.35 że dziewczyna trochę zwymiotowała na wf-ie, ale jest ok, potem zadzwoniła o 10.15 że jednak nie jest ok i czy mogę ją odebrać. Posłałam Mi, bo akurat pracuje z domu (chwała kowidowi za zmiękczenie serc pracodawców!). Po odebraniu podobno jeszcze raz zwróciła śniadanko w samochodzie, ale od tego czasu już spokój. No i wychodzi na to, że choć wszyscy drżeliśmy przed stomach bug (chyba Trolla kiedyś pisała o straszliwym szwedzkim magsjuka haha, tutaj też się go boimy!), była to raczej pozostałość po halołinie – nie dało rady przetworzyć ton śmieciowego cukru i E327. Po dwóch dniach BEZ słodyczy jest dobrze (choć już wczoraj wieczorem korzystając z mojej nieuważności wcięła batonik).

Ale ciemność nam wczoraj przeszkadzała w bieganiu, to znaczy pobiegliśmy, ale przy dużym ryzyku wdepnięcia w kupy. Cud, że nie wdepnęliśmy. Ogólnie było bardzo romantycznie, okazało się, że to boisko, to, które wam pokazałam w ostatnim wpisie, w ogóle nie jest oświetlone i było ciemno jak w d., wobec czego biegliśmy na czuja. Ale było fajnie.

Cały dzień w papierach. Czytam o rodzinie, biedzie i inteligencji. A tutaj dwie badaczki z PAN ukradły mi wnioski z mojej magisterki. Cóż mogę powiedzieć – wielkie umysły myślą podobnie;D