Gwoli wyjaśnienia

Wczoraj spotkałam się z moja superwizorką kliniczną, zgodziła się mnie prowadzić i od razu poczułam się pewniej. Jest to bardzo znana terapeutka, psycholożka kliniczna, założycielka naszej szkoły, słyszałam o niej naprawdę dobre rzeczy i bardzo się cieszę, że mnie wzięła, bo ma bardzo ograniczoną liczbę miejsc. Bardzo precyzyjna, dokładna i nie pozwalająca sobie na naginanie zasad, ktoś taki daje duże oparcie na początku drogi.

Zgodnie z obecnymi regulacjami, dopóki nie jestem certyfikowana na każdych 5 pacjentów muszę mieć 1 godzinę superwizji, ale zaczyna się powoli, od 1 pacjenta na 1 godzinę superwizji. Za superwizę płaci się samemu: 70 euro za godzinę. Do tego koszt wynajęcia pokoju na terapię (w Dublinie 15-20 euro/godz.), ubezpieczenia, gdyby ktoś chciał się ze mną sądzić, no i oczywiście roczny koszt treningu: 3 tys. euro x 2 lata. Do tego terapia własna, dwa razy w tygodniu x 65 euro (specjalna stawka dla studentów) przez kolejne dwa lata, aż zrobię certyfikat. Jednym słowem piramida finansowa, jak twierdzi mój mąż:D W skrócie, trening jest długi i drogi, a praca jest pracochłonna, jeśli tak można powiedzieć, i emocjonalnie wymagająca. (Sama nie wiem, co mi odbiło). Ale taka ciekawa… Są możliwości pracy w państwowej służbie zdrowia, ale dość ograniczone, na początku samemu jest się za wszystko odpowiedzialnym.

W chwili obecnej zawód psychoterapeuty nie jest regulowany przez państwo Irlandzkie, zupełnie tak samo, jak w Polsce, co oznacza, że każdy może się nazywać psychoterapeutą. Są oczywiście różne profesjonalne towarzystwa, które wyznaczają standardy w zakresie swojego nurtu (poznawczo-behawioralny, integracyjny, Gestalt, psychodynamiczny, humanistyczny, jungowski, psychoanalityczny itd.), ale przecież ludzie w kryzysie moga nie znać się na profesjonalnych skrótach i akredytacjach towarzystw. Obecnie trwają prace nad państwowymi regulacjami i wkrótce każdy terapeuta będzie musiał być akredytowany przez państwą agencję CORU tak, jak teraz fizjoterapeuci, pracownicy socjalni, pracownicy opieki, terapeuci językowi, technicy dentystyczni, dietetycy itd itp. Przewidywane zamknięcie zawodu to następne 5 lat. Myślę, że może podnieść to ceny terapii, ale też wyeliminuje z rynku osoby z papierami dwumiesięcznego kursu zrobionego online, czyli, przynajmniej teoretycznie klient/pacjent będzie miał większą pewność, że naprawdę trafi na kogoś, kto się na tym zna. Będzie też bardziej zaznaczony istniejący w Irl podział na ‚counsellor‚, czyli ‚doradca’, rozumiany jako terapeuta pierwszego stopnia, który będzie się zajmował krótkimi interwencjami, doractwem psychologicznym, krótką pomocą osobom w kryzysie itd i ‚therapist‚, który będzie się mógł zajmować poważniejszymi zaburzeniami i długofalową terapią; doradcą będzie można zostać po licencjacie, terapeutą po magisterce i większej liczbie godzin klinicznych.