Niebieskie tramwaje

Pierwsza jazda niebieskim tramwajem i pierwszy problem. Nie wzięłam polskiej karty i nie mogę kupić biletu. Żadna z moich Irl kart nie działa, a aplikacji płatności nie mogę ściągnąć na irlandzki numer. Pewno zaraz będzie kontrola😅 Nie ułatwiają obcokrajowców.

Nareszcie ciepło. Nie, żebym narzekała na irlandzka pogodę, bo pewno zaraz będę marudzić, że za GORĄCO.

Mama w dużo lepszej formie, niż od właściwie dawna. Uwierzyłam w rehabilitację, jestem wyznawca pana pan Michała. A taki jest przystojny, że mama domaga się szminki przed jego przyjsciem😃

Tato za to słabo. Są plusy tej sytuacji – najpierw mi robi awanturę, a dzień pozniej zapomina, że się nie zgadza na przyklad na wizytę u urologa. Nastawia mięso na zupę i zapomina wrzucić warzywa. Dzielnie chodzi na działkę, trochę boimy się że z niej kiedyś nie będzie umiał wrócić.

A Hooley in the Living Room

Dobre imprezy karmią duszę.

Przyszli wszyscy, którzy mieli przyjść, przynieśli tony jedzenia i tyle alkoholu, że mamy na następne party. Nie wiedziałam, że mój duży pokój tak się idealnie nadaje do imprez, zdecydowanie muszę robić częściej. Propagując polskie okropne zwyczaje pijaństwa narodowego, każdy na wejściu dostał szota pigwówki i to był dobry pomysł, bo po pierwsze wszystkim smakowała, a po drugie od razu się wyluzowali, wyczuli klimat imprezy i zostali tacy do końca. Ja też byłam wyluzowaną gospodynią domową, bo naprawdę ogromną przyjemnością było ich wszystkich gościć, a w chaosie imprezowym od zawsze moja dusza się kąpie jak w szampanie.

Zabawa była głównie domowa, bo 15 stopni na zewnątrz nie zachęcało do siedzenia w ogrodzie, choć kiedy przestało padać, nasz nowy fire pit w pewnym momencie zgromadził grupkę fanów pieczonych pianek. Amerykanka uczyła moje dziecko, jak się fachowo piecze te mashmallows. Lampki ogrodowe świeciły, balony fruwały, Mi gadał z Brazylijczykiem i spędził z nim większość czasu snując opowieści o tym i o owym i zadziwiające, jak ludzie się wyczuwają – Brazylijczyk pisał pracę o teatrze i w ogóle jest osobą bardzo sztukową, jak to mówi nasze dziecko, zupełnie tak, jak Mi, ale przegadali we dwójkę cały wieczór, nie wiedząc, że oboje lubią teatr, bo o tym nie rozmawiali. A jednak się jakoś wyczuli. Trochę się obawiałam, że będzie dla niego raczej słabo, bo jednak to moje towarzystwo.

Gadaliśmy, śmialiśmy się, piliśmy, jedliśmy, kurcze, po tych dwóch latach przeczołgani przez te długie godziny procesów grupowych i obserwacji infanta naprawdę dużo o sobie wiemy i dobrze, naprawdę dobrze się nam rozmawia, mimo, że młodzi i starzy razem, a do tego bardzo międzynarodowe towarzystwo – pięcioro Irlandczyków, Angielka, Francuz, Włoszka, Amerykanka, Brazylijczyk, Litwinka, Kanadyjczyk, Greczynka i ja.

A wisienką na torcie był występ, bo że akurat mam pianino w dużym pokoju, a dwie osoby biorą profesjonalne lekcje śpiewu i jedna jest prawdziwym muzykiem, to na spontanie postanowili wystąpić. Rozczuliłam się okropnie, było to bardzo wzruszające, muzyka na żywo jest naprawdę niesamowita, do tego Kristofferson i włoska piosenka o miłości❤️, więc szłooooo jak fala, czuje się muzykę całym ciałem. Prawdziwe Irlandzkie hooley in the living room.

Do występu podłączyła się Mo, korzystając z okazji, że publika jest rozgrzana oznajmiła, że ona też chce coś zagrać i walnęła swój popisowy kawałek, nie zacukały jej nawet pomyłki – dawno nie ćwiczyłam rzuciła tylko i tyle. Rany, ta to ma parcie na szkło, nie wiem, po kim ma te geny:D Potem pokazała dziewczynom swoje kroszety (szydełkowanie) i na koniec zaprowadziła do swojego pokoju na podziwianie obrazków i ogólnie ujmując swoich różnorodnych dzieł. Mistrzyni autopromocji. Została z nami do 12 w nocy, nie było szans, żeby położyła się wcześniej, jak tu muzyka i gwar i ogólne szaleństwo. Trochę mnie martwi to chwalenie się, może być to męczące, z drugiej strony mam dziecku mówić ‚słabo grasz nie masz czym się chwalić?’;D No i dorośli raczej nie mieli zamęczonych min.

Dziś dojadamy co zostało z imprezy, mam cały gar chili con/sin carne i chicken curry, ciasta, hummusy, sałatki. Byłaby leniwa niedziela, gdyby nie to, że jutro wylatuję do Pl, więc muszę się trochę spakować i pomóc Mo ogarnąć pokój, bo bałagan artystyczny też ma swoje granice.

W sumie nie wiem po co to piszę

Nie będę powtarzać wszystkich rozkminek pt. dlaczego przegrał, 50% Polaków to grupa niejednorodna, więc trudno zarzucać 10 milionom ludzi głupotę, brak wykształcenia, złośliwość, wyprane religią mózgi itd itp. Tak jak nie cierpię elit pisowych, tak myślę, że wyborcy są różni – widocznie strona demokratyczna jednak ich potrzeby olała, wygrał strach i nieufność. Poczucie zagrożenia. I oczywiście łączy się to z nierównością, poczuciem zostania w tyle, poczuciem gorszości, a wszystko skorelowane z kultem miliarderów, celebrytów i w ogóle życia na pokaz. Już w 1938 Fenichel pisał o nieświadomej identyfikacji z bogaczami – nawet, jak jestem biedny, mogę być kiedyś bogaty, wiec polityka społeczna dla bogaczy jest dobra dla mnie (piję tu oczywiście do obniżanie podatków). Poza tym godność to nie tylko słowo, a wstawanie z kolan jest oparte o głębokie ludzkie potrzeby.

Widać, że migracja będzie decydującą polityczną narracją do końca mojego życia, warto więc zacząć się temu przypatrywać z uwagą. Migracja zawsze była, jest i będzie, a wymierającej Polsce będą potrzebni imigranci jak nigdy przedtem, ale demonizowanie i dzielenie migrantów nigdy nie skończyło się dobrze. Równocześnie rozumiem ścieranie się kultur i strach przed inną kulturą, ja też jestem przywiązana do moich wartości. Problemem jest, że tu nie ma prostych odpowiedzi, bo rzeczywistość jest skomplikowana, a my bujamy się od jednego uproszczenia do drugiego. Ale robienie z całych grup wrogów zawsze kończy się ludobójstwem.

Trzeba łączyć, a nie dzielić, straszyć dzikusami i islamem, bo Europa nie może stać się zamkniętą twierdzą ze strażnikami na wieżyczkach strzelającymi do hord. To się nigdy nie udaje (jak na przykład Izraelowi, choć bardzo się stara).

Więc moje wytłumaczenie tego co się dzieje, to oczywiście wzrastająca nierówność, jak na lewaczkę przystało. Ale równość to tylko narzędzie do wolności, żeby każdy miał jakiś taki większy margin of freedom.

Bandziorno

Nowy dzień. Mo dalej w domu, bo przecież ma ferie;D

Rano przejrzałam wszystkie referencje i wcisnęłam bibliografię we właściwe ramy. Jeszcze tylko abstrakt, ostatnie konsultacje z promotorką, ostatnie czytanie. 52 strony. Sterroryzowałam męża, ziewa ale czyta.

Przyszedł pan, skosił trawę, jednak mam piękny ogród. Róża z ukradzionej gałązki rozrasta się jak wariatka, proszę:

Cieszę się jak głupia, bo to róża która wyrosła z jednej gałązki, którą ukradłam sprzed frontowych drzwi na Emmet road, wsadziłam do ziemi, czary-mary i mam swoją!

Wczoraj było naprawianie szopy, mistrzowie prowizorki;D Szopa od 8 lat straszy zawaleniem, a my na ślinę i sznurek, przykrywamy lidlową plandeką, i voila! Tak mi się jakoś z Polską skojarzyła, bo kamieni kupa też jest. Można? Można!

Trawa skoszona, widać, że długo nie była koszona, bo żółta. Ale odrośnie.

Coś tam wsadziłam do ziemi, zobaczymy.

A poza tym pisałam o prawicowcach protestujacych koło szkoły mojej córki przeciw tym groźnym uchodźcom? Wiecie, ci biedni tubylcy najechani przez niebezpiecznych islamistów, walczący w obronie dzieci i tak dalej, wszyscy znamy to szambo które się obecnie wylewa z socjali w Polsce, w Niemczech i w Irlandii też (może trochę mniej). No i właśnie w piątek jeden z tych protestujących ‚concerned citizens’, sól i chleb tej ziemi, zaatakował nożem ojca jednego z uczniów naszej szkoły, wyzywając go od bloody foreigners. Pisałam wcześniej o tym, jak jeden rodzic czarnego chłopca z klasy Mo pisał na grupce klasowej, że jego żona odprowadza dzieci do szkoły i się boi, klasowe mamy się skrzyknęły i zaczęły się umawiać na wspólne chodzenie do szkoły. (Kurcze, muszę przyznać, że klasę mamy fajną, z niektórymi znamy się z jeszcze z lewackiej działalności, marszów równości, demonstracji pro-choice i przeciw wojnie w Gazie.)

A wczoraj Irlandczyk z dziada pradziada, Evan Fitzgerald, kupił sobie broń w darknecie i zaczął strzelać w centrum handlowym w Carlow.

Tydzień temu biały Brytyjczyk wjechał samochodem w świętujący tłum w Liverpoolu, 27 ludzi znalazło się w szpitalu.

Kto sieje wiatr zbiera burzę.

Światełko

No i co tu dużo pisać – cieszę się, że mieszkam w Irl.

No i ten cały solidaryzm społeczny Pisu wyparuje za dwa lata, jak się PIS zblatuje z Konfą i powstanie dla mnie najgorszy ze światów: neo-liberalizm gospodarczy z religijnym konserwatyzmem światopoglądowym. Anty UE i anty kobiecy zamordyzm. Plus fascynacja bronią, prywatna służba zdrowia, prywatne studia, religia w szkołach, matura z patriotycznego sHITu.

Podobno religijnośc i konserwatyzm pokrywa się z poczuciem zagrożenia, więc na razie nie widać możliwości odwrócenia prądu.

Ale trzeba robić swoje, chronić to światełko w czasach ciemności.