Wiła wianki

I wrzucała je do falującej wody….

Ale nie dziś, dziś nie potańczę. Choć i tak był to dobry dzień, nie zawsze trzeba tańczyć.

Cały prawie z rodzicami, to to, to tamto, zrobiłam kotlety mielone i fasolkę i smażony seler, rany, jestem tu dwa tygodnie i ważę 2 kilo więcej!

Warzywa w Polsce są przepyszne i jest moja ukochana fasolka szparagowa, której kupuję ogromne ilości i którą mogę zjadać na okrągło. Do tego młode ziemniaczki z koperkiem, ogórasy kiszone, truskawki, wiśnie z drzewa, niby wszystko to jest w Irl, ale tutaj jest inaczej, je się inaczej.

Cały dzień gotujemy sobie, tzn ja gotuję, doglądam tego i owego, a słońce piecze, gorąc, czerwiec, ogród się smaży jak kotlety, wychodzę na chwilę i szyja mi się przypieka. Mamunia tak siedzi niby ze mną, a naprawdę siedzimy w ciszy, mamunia zwiesiła głowę i przysypia, ja czytam. Jemy zupe

Genialna zupa mojego taty, do której wrzuciłam mamie trochę mielonego

Wyprowadzam mamunię na taras, nastawiam pranie, które jest suche na pieprz w pół godziny.

Czytam cały dzień, budzę się i czytam, wstaję, gimnastyka, śniadanie, leniwe rozmowy, kawka i znowu czytam. Czytam po obiedzie (zasypiam), wieczorem przed snem znowu czytam.

Najlepsze spa na świecie, sanatorium pod klepsydrą na strychu u staruszków, śnienie w gabinecie snów, obżeranie się szparagową i truskawkami.

Czuje się odpoczęta do wypęku, najedzona, nasycona, nawąchana, naczytana. Przyjechałam się opiekować rodzicami, a czuję się zaopiekowana przez nich, ich codzienne deptanie i małe, bezsensowne rytuały napełniają mnie spokojem.