Być sobie

Po szaleństwach wycieczkowych i knajpianych z ludźmi z roku, jestem grzeczna.

Siostra wyjechała na długi weekend, siedzę zatem ze staruszkami. Kręcimy się od rana do wieczora od łóżka do stołu, leki, jedzenie, zakropienie oczu, toaleta, taras. Rano była pani Jasia, która przychodzi codziennie jak mnie nie ma, ale teraz po południu Mamunia mnie potrzebuje. Już nie ma jakichś istotnych tematów do roztrząsania, wydaje się, że wystaczy jej sama czyjaś/moja obecność. Trochę się pyta o innych, o Mo, o Mi, ale są to pytania bardziej rytualne i może nawet przez to w jakiś sposób bardziej refleksyjne, bo teraz nie chodzi o intelektualną analizę, co robią, gdzie są,  ale bardziej o poczucie, że są, że żyją, że się mają dobrze. Starość to ontologia, nie epistemologia.

Z tatą nadal ciekawie, dużo rozmawiamy, ale przeważnie są to dokładnie te same tematy. Czas się zatrzymał, trwa nitzcheański wieczny powrót. Po raz kolejny przekonuję go do lewicy, po raz kolejny dyskutuję z brałnem i retoryką antyukraińską. Kolejny raz te same argumenty i kolejny sukces – znowu tatę przekonałam.

Za godzinę wszystko zapomni.

Świat ograniczył się do jedzenia, leków, spania, spacerów po tarasie dla mamy, kolejnej wizyty u lekarza, przyjścia pani Jasi i pani Basi, pójścia do sklepu taty. Ale rodzice są pogodni, raczej zadowoleni, mama swobodnie dryfuje w swojej przestrzeni, gdzie wnętrze zlewa się z zewnętrzem, widzi ludzi i dzieci i zwierzęta, z przeszłości i fantazji, kiedy jej się nudzi. Mama wydaje się żyć już trochę na pograniczu światów, potrzeby ciała są konkretne, a jednak jakby rytualne, trzeba zjeść, trzeba zakropić oczy, jakby tylko to dawało jej zakorzenienie w rzeczywistości. Modli się za pana Michała, swojego super-przystojnego fizjoterapeutę, dla którego maluje usta i który dosłownie postawił ją na nogi, bo kiedy przyjechałam rok temu była jak worek kartofli. A jednak jest obecna, wyczuwa, kiedy moja uwaga sie odłącza od niej, wie, co się dzieje, pamięta, co do niej mówię. Chce, żebym była koło niej. Więc pijemy sobie kawkę na tarasie, bo moje siosty jej nie pozwalają, podjadamy sobie równie zabronione ciasteczka i jesteśmy sobie.

W wolnych chwilach siedzę pod sosnami na końcu ogrodu:

Ale wieczorem, zmęczona samym byciem, idę pobiegać.