Co tu dużo pisać,

siedzę i piszę. Nie wiem, czy dużo.

Słońce wali po oczach i jest tak pięknie, jak potrafi być tylko w maju.

Na razie przerabiam pierwszy rozdział, najsłabszy, muszę go trochę wybatożyć, pociąć i pouklepywać, papierem ściernym pociągnąć chropowaty język. Tnę i tnę i wciąż jest za długi, może dlatego, że równocześnie dopisuję, hehe, będę musiała jeszcze ciąć, buuuu wygląda na to, że moje ukochane wątki socjologiczne, niestety. Jak skończę się nad nim pastwić, to zaczynam rozdział 4 i 5, a potem wstęp. I to będzie na tyle.

W przerwie dwa prania i zdjęcia ogrodu ‚przed’, mam nadzieję, że będzie ‚po’, to pokażę.

Ławka w kuchni czeka na człowieka i skręcenie. Wieczorem muszę skończyć sprawdzanie papierzysk egz.

Jeszcze tylko dwa tygodnie do oddania pierwszej wersji. Potem tydzień na oddech i tydzień na ostatnie poprawki.

Dziś będę grzecznie pisać

Siadam do pisania. Syn właśnie wraca usa, wysłał wiadomość z międzylądowania w Islandii, czy byśmy ich nie odebrali z lotniska. Trochę mnie kusi, bo to fajna przejażdżka przez cały Dublin, jest pięknie i słonecznie, no i przecież nie jestem w pracy i mam samochód, a do tego to mój syneczek przecież po całej nieprzespanej nocy, ale muszę się skupić na analizie, więc z wyrzutami sumienia zostaję w domu. Poza tym też jestem niewyspana okrutnie, bo wczoraj Ulubiona Sąsiadka miała stan wyjątkowy i zadzwoniła do mnie po 22, że jej się leje z sufitu i ogólny dramat, posiedziałam z nią do 1, zasnęłam koło 2 a obudziłam się o 6.

Z Mo za to mała drama rano, bo chciała jechać do szkoły na swoim nowym rowerze, jak co piątek, ale zaraz po szkole idzie do swojej bestfriend której tato zasugerował, żeby nie brała roweru, bo będzie mu niewygodne z paroma dziewczynami i bicyklem. Mo oczywiście foch, ryk, załamka, prawdziwe łzy, leje, grzmi, walą pioruny przez pół godziny. Potem jest już wszystko dobrze, wiosenna burza przeszła, ale te pół godziny końca świata trzeba jakoś przetrwać. Nie mogę się doczekać, aż będzie nastolatką:D

Wczoraj nie wytrzymałam i kupiłam kolejne roślinki do posadzenia, przyrzekłam sobie, że na weekend choć część doniczek obsadzę, albo już nigdy nic nie kupuję bez planu. Przyszła akacjowa ława, jest piękna, może będą fotki, jak Mi się zlituje i skręci. Jeszcze lustro ogrodowe i misa na ogień i lato będzie piękne tego roku. Nawet szopa w ostatniej fazie dezintegracji mi go nie zepsuje, bo nie mam pomysła na nią, no za cholerę nie wiem co zamiast, miałam jeszcze cichą nadzieję, że uda się nam namówic Piotrka który nam robił łazienkę na szybką robotę – zadaszenie bocznego wejścia, gdzie byśmy trzymali rowery i narzędzia zamiast szopy, ale znalazł pracę w Polsce, nam szkoda, on się pewno cieszy.

Oprócz tego słucham tego podkastu, jak neuroscience potwierdza niektóre psychoanalityczne koncepcje – np. o roli snów w konsolidacji pamięci i przepracowaniu emocji, i jak niektóre podważa (np. kompleks Edypa w takiej klasycznej wersji genderowej). Podkast naprawdę wymiata, jeśli ktoś lubi takie rzeczy.

A propos prezydenckich wyborów, to polecam El Pepe: A Supreme Life, na Netf** o lewackim prezydencie Uruguaju, znanym z tego, że do pracy przyjeżdżał starym garbusem i oddawał 90% zarobków na cele charytatywne. Inspirująca postać, ale czy dobry prezydent? No ale może w Ameryce Południowej jak ktoś nie jest skorumpowany, to już sukces. (podobnie jak w Polsce?)

Matura to bzdura

Dziś back on track, jak to tutaj mówią, czyli randka z pracą mag. Czytam, piszę, przemyśliwuję, rozkminiam.

Do tego mam jeszcze 3 przedmioty w szkole do sprawdzenia i wystawienia ocen oraz pięć licencjatów, do tego moderacja trzech. Czyli znowu zawalona po uszy, ale tym razem to naprawdę OSTATNIA prosta.

Wczoraj miałam ocenę roczną w pracy, spotkanie trwało 18 min, z czego, 10 min moja mAnagerka mnie chwaliła, 5 min tłumaczyła się dlaczego ‚appraisal form’ jest taka bezsensu (‚wystaw sobie ocenę z komunikacji pokazując przykłady kiedy komunikowałeś sie z szacunkiem z kolegami z pracy 😀 nie żartuję), a 3 tłumaczyła się dlaczego nie mogę dostać dodatkowej kasy za bycie główną prowadzącą przedmiotu (w skrócie: bo jest tylko jedna prowadząca, czyli ja;) Oprócz tego zgłosiłam, że chcę i może dostanę więcej godzin w przyszłym roku, bo muszę trochę długi pospłacać.

***

A w Pl matury, wszyscy chwalą się swoimi piątkami na maturze (twoje miejsce na ziemi tłumaczy …że posłużę się słowami artysty), pochwalę się i ja:

Szkoła średnia to był piękny czas.

W drugiej klasie zostałam wybrana w ogólnoszkolnych wyborach powszechnych na Prezydenta Szkoły (czyli przewodniczącą samorządu szkolnego;D

W trzeciej klasie zostałam wywalona ze szkoły.

Przeżywałam czas buntu i zachłyśnięcia się zajawkami innymi niż szkoła – piliśmy piwo, chodziliśmy do knajp, na koncerty muzyki alternatywnej i nie tylko, zaczęliśmy jeździć w Karkonosze do jedego magicznego miejsca, chodziliśmy na squaty na imprezy i koncerty i walczyć ze skinheadami, właziliśmy od strony sceny na Festiwal Piosenki Aktorskiej we Wroc – ach! co to były za czasy – do dziś się zresztą przyjaźnię z moją bandą. Ale z tego wszystkiego szkoła chciała mnie nieklasyfikować.

Na co przyszła moja mama, cała na biało, matematyczka z wykształcenia i cybernetyczka z zawodu i udowodniła szkole, że zrobili błąd – bo 50%+1 wymaganych obecności ma być liczone z lekcji, które się odbyły, a nie tych w planie, a że chemiczka dużo opuszczała, to już nie moja wina, hehe. Nie mogli mnie więc wywalić i musieli mi przyznać egzamin poprawkowy. Z chemii, z całego roku.

Egzamin – a była to chemia organiczna – zdałam chyba na czwórkę, no bo się zaczęłam uczyć, więc czemu nie, i musieli mnie zostawić w szkole i w dodatku promować do czwartej klasy. Ale byli wkurzeni! A ja się już na nich obraziłam na zawsze, poczułam się odrzucona i niechciana, w tej szkole naprawdę nie było żadnego nauczyciela, który by mi imponował.

Bozemoj, teraz sobie myślę, że byłam STRASZNĄ NASTOLATKĄ, pretensjonalną aż zęby bolały, całą na czarno, OCZYWIŚCIE, minówy i kabaretki, bo miałam piękne nogi, obczytaną w Lemie, Michale z Montaigne, Hessem, Dostojewskim, Gombrowiczu, Żeromskim, czyli taką, która pozjadała WSZYSTKIE ROZUMY, żywy koszmar każdego pedagoga;D No więc się obraziłam i przeniosłam do innej szkoły, najlepszej w mieście, trzeciej w Polsce pod względem wyników w tamtym czasie, gdzie wcześniej chodziło już całe moje grzeczne rodzeństwo (i tylko dlatego zgodzili się mnie przyjąć, czarną owcę z dobrej rodziny).

W czwartej klasie, w nowej szkole tym razem się ZAKOCHAŁAM w jednym kretynie, który ostatecznie rzucił mnie dwa miesiące przed maturą. Że nie byłam w stanie się uczyć to mało powiedziane. Kłóciłam się z ojcem, wyprowadziłam się z domu (miałam kasę z pracy wakacyjnej), zamieszkałam ze znajomymi i pożyczyłam 1000 stron historii średniowiecza, ale łzy skapywały mi na Longobardów i Ostrogotów i strony zamazywały się przez szloch. Randki z historią nie były udane.

Z matury dostałam więc tróję z pisemnej histy (zasłużona) i tróję z polaka pisemnego (niezasłużona, napisałam świetną pracę, ale polonistka była cięta, bo byłam spadem z innej szkoły, obniżyła mi ocenę za ‚lektury spoza kanonu’ bitch!).

Dostałam również MIERNĄ z ustnej historii (niezasłużenie, powinni mnie oblać, ale historyk mnie lubił, był załamany, że się nie uczyłam i trochę było mi go szkoda), chyba 4 z ustnego polaka i 4 z anglika. Może nawet 3 z ustnego polaka i 4 z anglika.

Na maturze nie ściągałam, nawet by mi to nie przyszło do głowy, choć taka byłam przecież zdegenerowana, według moich nauczycieli ze starej szkoły. W mojej szkole nikt nie ściągał, nie było to powszechne w tamtych latach, wbrew temu, co piszą niektórzy.

Po maturze miłosny zawód powoli przestawał boleć i dotarło do mnie, że jak tak dalej pójdzie, to nie dostanę się na studia, a oczywiście chciałam studiować. Zgoliłam włosy na łyso (mam zdjęcia), wkurzyłam się na kretyna i zaczęłam się uczyć, w dwa miesiące przerobiłam wszystkie zagadnienia na egzamin z histy i polaka, pisemny i ustny. Plus zagadnienia z dziedziny. Na egzaminie na studia dostałam z piątkę z historii, podobnie z polaka. Dostałam się na kierunek, na który chciałam (choć rozmyśliłam się i nie zdawałam na prawo).

Także wiecie, jakby co – matura to bzdura i jest życie po.

Tak, wiem, że teraz nie ma egzaminów na studia i to jest BŁĄD moim zdaniem.

(A teraz robię kolejne studia, #upadłamnagłowę).

Kobieta z palmą

Powróciliśmy na Dublińskie łono, nie mieliśmy duszy utęsknionej, a wręcz przeciwnie, jeszcześmy chcieli zostać. Freya zawsze ma kopnięte pomysły, ognisko w ruinach zamku, bo dlaczego nie, wyszło polskie, z kiełbasami i ziemniaczkami (bleee, najadłam się kiełbas z ogniska na rok przynajmniej, muszę sobie znaleźć jakąś wege alternatywę), hamakami, i rozmowami oczywiście, alko zapomniałam przy ladzie i dopiero po trzech godzinach sobie przypomniałam. Nie brakowało.

W drodze z zamczyska do F złapaliśmy gumę, nasza pierwsza guma w samochodzie, na szczęście było to 3 km przed domem, więc F nas odebrała, a w niedzielę rano zawiozła mnie do auta, gdzie poczekałam na miłego pana pomoc drogową, który zmienił mi oponę w 10 min. 160 euro, proszę bardzo. A potem szybko nad jezioro. A potem nad morze, bo dlaczego nie?

Jak Mo w sobotę po ognisku wsiadła F do samochodu, razem z dwiema jej córkami, to wysiadła dopiero w poniedziałek, więc F wiozła cały taraban psy, dzieci, koce, namioty i wszystko nad morze i nad jezioro i z powrotem, a my we dwójeczkę klawe życie bez bachorów, muzyczka, intelektualne rozmowy, cudownie, przez trzy dni jak zakochana para Jacek i Barbara, kąpiele w morzu i spacery po klifach.

Nie musieliśmy wysłuchiwać żadnych Suzume Demon Slayer czy innych Olivii Rodriquez, tylko Siekiera, Kraftwerk, Saint Etienne, Manu Chao, The Residents, jak dorośli ludzie, nareszcie. Po zawiłych dróżkach i bezdrożach prowadziłam ja, do Waterford i z powrotem zawiózł nas Mi, bo ja nie lubię szybko jeździć. No i co jest z tymi facetami, Mi trzy lata po zrobieniu prawka zamienił się w mistrza prawego pasa i ciśnie, aż musiałam mu przypomnieć, że nie musimy być 15 minut szybciej na miejscu.

W poniedziałek jeszcze długi weekend, więc w niedzielę posiedziałyśmy z F do trzeciej, znowu bez alko, jak się dobrze z kimś gada, to niepotrzebne dopalacze. (Czasem jakieś dobre winko może być, oczywiście, choć ja ostatnio preferuję wódkę jak już, bo mnie głowa boli po winie, szczególnie czerwonym. No ale wódka to tylko duża impreza, do rozmów niepotrzebna). W każdym razie nagadałyśmy się na zapas, bo co najmniej na parę miesięcy musi nam starczyć, choć już planujemy może wypad do Irl Północnej? F ma zawsze super kretyńskie pomysły i za to ją uwielbiam.

A poza tym jezioro, morze, kąpiele, scrabble, gadanie, gadanie, gadanie, koty, psy, Mo przepadła z kotami i nastolatkami, siedziały w kuchni we cztery, trzy starsze o 7-9 lat i tylko było słychać, jak Mo się śmieje razem z nimi, choć nie do końca jeszcze łapie żarty, hehe.

Ja walnęłam cztery prace przed wyjazdem w sobotę i cztery na wyjeździe, potem dwie wieczorem po i prawie się wyrobiłam, rano wrzuciłam oceny i było git.

No co tu dużo pisać, było cudownie!

Zwyczajne szaleństwo

Trzy eseje oddane, oczywiście na OSTATNIĄ chwilę, dwie minuty przed zamknięciem okienka. Ja to się nigdy nie nauczę.

Więc na tę ostatnią chwilę postanowiłam jeszcze skrócić jeden, bo był 0.5% za długi i cholera wie czy obcięli by mi ocenę i tak skróciłam, że spieprzyłam początek, powycinałam powycinałam, czatgpt mi pomógł skrócić wstęp i SPIERDOLIŁ, bo brzmi dużo gorzej, nie mogę się na to patrzeć, na tą mechaniczną mielonkę teraz. Oczywiście czytałam tuż przed, ale mój mózg już tak wyładowany, że nic nie rozumiałam, co czytałam. Żałuję, oczywiście.

Mój perfekcjonizm mnie gryzie, czytałam jeszcze wieczorem ten wstęp i mi zgrzytał jak piasek między zębami, no ale za późno. Jeszcze wczoraj na tym zmęczeniu sprawdzałam eseje wieczorem, bo muszę się wyrobić do wtorku, a zostało mi 14, a mój umysł mielił i mielił i przeżuwał. No ale cóż.

Chyba muszę to sobie wybaczyć. Jestem juz tak przemęczona, że postanowiłam rzucić to wszystko w ch… i pojechać na majówkę. Zdecydowanie muszę sie przewietrzyć, bo mam zawieszki.

A zatem zaraz wyjeżdżamy na trzy dni, ahoj przygodo!

Jedziemy na południe, do znanej niektórym Freyi, będzie ognisko, morze i zwyczajne szaleństwo, jak zwykle z F.