Tak sobie myślę

Wyniki Irlandzkie w sumie pokrywają się z moimi obserwacjami. A jednak liczyłam na cud.

Myślę sobie (a lubię sobie pomyśleć), że ludzie przyjeżdżali do Irl poprawić sobie swój byt ekonomiczny, oczywiście są inne powody (łączenie rodzin, zakochana para), ale główny to była praca i kasa. Wielu – czyli duża część (oczywiście nie wszyscy – mała część wskoczyła na jakiś IT specialist, niektórzy, najmłodsi zaczęli od studiowania – i ci zrobili największą karierę), no ale wracając do wielu, zaczynali od chu.. prac, mało płatnych, na magazynie, w jakiejś rzeźni, w sklepie – do dziś, już 20 lat po pierwszej wielkiej fali emigracji widać różnicę w klasie społ-zawodowej Polaków i Irlandczyków (kiedyś wyciagałam te dane z CSO, jak ktoś jest ciekawy, to może się pokusić, wszystko jest tutaj, można sobie zrobic analizę samemu, Irl wyróżnia siedem klas społecznych, od profesjonalistów, jak np lekarze, po robotników niewykwalifikowanych. Służę też stosowną literaturą). Stosunowo mało jest teraz nowej emigracji, między innymi z powodu ogromnego kryzysu mieszkaniowego (średnie ceny wynajmu dla nowych lokatorów można sobie sprawdzić tutaj). A zatem większość Polaków jest tutaj 20-13 lat (imigracja spowolniła w 2009 z powodu kryzysu), co pozwoliło im jako-tako ustabilizować swoją pozycję (nadal nie zarabiają średnio tyle, co Irlandczycy, ale już przecież więcej, z ‚unskiled worker’ awansowali na skilled, gdzie różnica w zarobkach jest KOLOSALNA, z baristy na pomocnika księgowego itd). Wraz ze wzrostem zarobków, zaczęli płacić więcej podatków – i z takich, co częściej dostawali od państwa, jakieś Family Income Support itd, zamienili się w tych, co zaczęli wpadać w 2 próg podatkowy, 40%, ups!

No i stąd ten memcen, memcena im teraz trzeba! No bo jakże to płacić tyle podatków, teraz to już na tych UCHOĆĆÓW, którzy przyjeżdżają i NIE PRACUJĄ

(kij z tym, że asylum seeker nie mógł pracować, dopiero po latach protestów wywalczyli sobie PRAWO DO PRACY, oficjalni refugee to są obywatele, którzy mają takie samo prawo do wszystkiego, jak rodowici Irlandczycy – z drobnymi różnicami),

nierobów na pewno, leni, islamistów, beżowych i ciapatych – i tutaj właśnie ładnie wchodzi brałn, bez popitki, jak to się mówi. No bo pozycjonujemy się przecież wyżej od tych innych, imigrantów z Brazylii, Pakistanu, Indii, przecież jesteśmy katolicy, jak Irlandczycy, biali i w ogóle europejscy i tak dalej, nie będę już się rozpędzała, jak ktoś chce się z rozkoszą zanurzyć polecam prawą stronę Fb.

To się tak wszystko składa do kupy i egzemplifikuje klasyczne teorie socjologiczne, że aż ciekawie. Gdyby nie było strasznie. Pisał o tym Robert Park w latach 1920 w Chicago, Ernest Burgess i cała szkoła chicagowska, do tego Rex i Moore, Oliver C. Cox, można też dorzucic teorie uprzedzeń, relacje między mniejszościami od stu lat są przebadanie wtę i we wtę.

A jednak ta natura Lucka mało zaskakuje.

Z dobrych wieści, to i tak mniejszość, tylko 22% % plus oszust mieszkaniowy 12% przy 37% samego Trzaska.

Hulajduszą na wybory

Dzisiaj serce mam polewej stronie, jak zawsze, ale czy dam radę? Weselni wuje na śmieciarkach zrobią wszystko, żebym nie dotarła na wybory. Na szczęście mam bicykl i hulajduszę, niestety, nie mam za dużo czasu i to jest główny problem. Zobaczymy czy dotrę.

I takie mam jeszcze marzenie, żeby wszyscy co mają serce po lewej stronie zagłosowali sercem, to może będziemy jeszcze mieli tę Polskę taką, jakąśmy sobie wymarzyli. Na pohybel banksterom i gangsterom, drobnym złodziejaszkom i wielkim oszustom, tym co przejmują mieszkanie od staruszków i hektary ziemi od kościoła, a wille od państwa, na pohybel faszystom, homofobom, mizoginom, bazyliszkom, cwanianiakom, blagierom, onucom, konserwom, hipokrytom, tyranom, świętoszkom i religijnym szaleńcom.

Howgh.

SPISek albo wuj na śmieciarce

Dzisiejszy dzień mnie sfilcował. Przeżuł, połknął i wypluł. I czułam się cały dzień jak pan wyplutek.

O piątej rano obudziło mnie coś dziwnego, gazujaca śmieciara, która walnęła w nasz samochów, paranoja nie wybiera pomyślałam sobie i poszłam spać. Rano mówię Mi, że śmieciara walnęła nam samochod, Mi wygląda przez okno, samochód cały stoi przed domem.

Dopiero jak zapukała sąsiadka i obeszliśmy go z tyłu ukazało się coś takiego:

Zadzwoniliśmy na gardę, przyjechało aż trzech, strasznie się musieli nudzić na komendzie. Coś dużego musiało przyfasolić, bo nie w zderzak, tylk wyżej, w szybę, ale sąsiedzi co mają kamerki na wakacjach i nie ma jak sprawdzić.

Niby zwykły mały szit, a pół dnia nie mogłam się skupić na pracy.

Do tego słońce wali, pogoda jak na Teneryfie, cała Irlandia imprezuje, a ja uwiązana komputera jak chłop roli. A jakiś pijany chuj wuj na śmieciarce rozwala mi samochód.

Do tego Mo chora, cały weekend siedzimy w domu, a przepraszam, i tak nigdzie nie pojedziemy bo samochód.

Niech mnie ktoś obudzi.

Chyba ze to sPISek żebym jutro nie poszła głosować.

Fart-right

No nie, tak dobrze mi szło, dziewięć dni pod rząd posty, a teraz cisza wyborcza? nie może być.

Wyraźnie widać po ilosci tekstu na blogu wczoraj, że nareszcie się zabrałam do pracy, skończyłam analizę i dyskusję, jeszcze tylko zakończenie (1000 słów, ze dwie strony) i wstęp (2000, ze cztery omg jeszcze to cholerstwo!). Mam tydzień. Potem promotorka czyta, potem ostatnie poprawki. A potem przyjęcie ogrodowe, nananananana.

Mam dużo przemyśleń, ale nie mam czasu, a ciekawe rzeczy się dzieją np pod szkołą mojej córki protestuje anty-imigrancka prawica. Mo zapytała się, czy mnie też mogą wysłać do Polski, bo przecież nie jestem Irlandką, a rodzice kolegi z klasy, czarnego chłopca, boją się odprowadzać dziecko do szkoły.

Anty-imigrancka prawica protestuje też w obronie dzieci oczywiście, tym razem irlandzkich, które muszą być chronione przed tymi wściekłymi imigrantami, młodymi mężczyznami uchodźcami. Prawica wystawiła plastikowe stoliczki, siedzi w słoneczku i wyraźnie dobrze się bawi, wygląda na biednych lokalsów, którzy całe życie byli traktowani z góry przez społeczeństwo, teraz nareszcie oni mogą kogoś potraktować z góry, w dodatku zasadnie, patriotycznie i broniąc niewinności dzieci.

A nad nimi są kolesie, którzy zbijają sobie kapitał polityczny, zupełnie, jak Trump. Fart-right, moja koleżanka mówi na nich ‚smelly people’.

A obok jest szkoła, gdzie chodzą dzieci o różnym kolorze skóry, którzych rodzice przyjechali tak jak ja do tego kraju zbudować sobie lepszą przyszłość.

Smutna jest ta natura lucka.

Ale za to mamy lato stulecia w Irl. Tylko nie wiadomo, czy się cieszyć czy płakać nad przyrodą.

Bezczelna pogoda

Bezczelne słońce.

Świeci na chama i dręczy człowieka, ma podobno być piękne słoneczne lato do przyszłego piątku, czyli lato się skończy dokładnie wtedy, kiedy składam pracę i odzyskam trochę wolności. Nawet pogoda jest złośliwa w tej Irlandii.

Wczoraj poszłam do Aldika po lody, a wyszłam z dwiema gardeniami jaśmionowatymi, teraz mam kolejne coś do sadzenia.

Dziś dobrze spałam, zwróciłam się bowiem ku metodom naturalnym, niejednokrotnie zachwalanym na tym blogu i voila! Mistrz naturopatii już od tygodnia puszczał mi spersonifikowane reklamy.

Przestała mnie boleć kaletka krętacza (krętaża), a zatem będę biegać. W parku same zasapane czerwone osoby biegające i zapragnęłam dołączyć do kultu.

Zaczęłam jeść gluten, ale tylko w formie chleba na zakwasie wypiekanego własnoręcznie przez mojego naturopatę. Na razie żyję, odczynów zapalnych brak.

Pisanie słabo idzie, ale się nie poddaję.

A poza tym to zawsze byłam przemądrzała, a teraz niedajboze będę przemądrzała do kwadratu, zaczęłam współczuć moim koleżankom (bo rodzina to już mnie zna jak zły szeląg, nie wiem, jak mnie od tylu lat znoszą;). Dotarło do mnie nagle wreszcie, że najbardziej ludzka postawa to ‚nie wiem, nie jestem pewnien, może być tak a może być inaczej’. Najbardziej męczący wydają się być ludzie, którzy nigdy nie mają wątpliwości i wiedzą, kto, co, jak i dlaczego, tłumaczą sny innym ludziom i zawsze mają rację;D

Jest mi ciasno

Zazdroszczę innym ludziom snów. Chyba nie można niżej upaść 😅

Wyżywam się na snach blogerek, zazdroszę im pięknych, klasycznych, symbolicznych fantazji sennych, marzenia każdego terapeuty.

Bo moja nieświadomość się zbuntowała i mówi do mnie po chińsku, każda noc przynosi poszatkowane fragmenty, słowa, obrazy, uczucia, najwyraźniej się zorientowała, że ktoś ją podgląda i zaczęła szyfrować przekazy, żeby pozostać nieświadomością, niepoznanym zasobem ludzkiej psychiki. A może to stan mojej duszy, wszystko na razie pofragmentowane, pociachane, chaotyczne, wzburzone, jakby zamieszać łychą w zupie, a tam wszystko, marchewka, groszek, kapusta, kalafior, ziemniaczki, koperek, ziele angielskie, wszystko ze wszystkim, gotuje się, bulgocze, warzy, kociołek czarownicy nad ogniskiem, a ja jeszcze nie wiem, co z tego będzie. Jeśli w ogóle.

A może jestem przepracowana, znowu przemęczona, przeciążona, prawdę mówiąc ledwo się trzymam na powierzchni świata, świadomości, racjonalności, na razie ze wszystkich sił złapałam się komputera i dryfuję, jak Jack z Titanica, zastrzyk dobrej energii z majowego weekendu wyraźnie się kończy.

Jeszcze trochę.

Znowu zaczynam odliczanie, mam wrażenie, że to się nigdy nie skończy, mam wrażenie, że się w sobie nie mieszczę.

Jeszcze 4000 słów, plus 6 licencjatów, 5 esejów, 12 komentarzy i jedna prezentacja do sprawdzenia. Jest mi ciasno na razie, tęsknię za przestrzenią i wolnością.

A Mo jest jak Polska – nie może zintegrować melodii lewej ręki z prawą. A jutro popis…(nomen omen).

O poranku

To jeszcze ogród z drugiej strony, z widokiem na drzewo o poranku. Po prawej szopa która się naprawdę trzyma na słowo honoru, ale NIE MAM POMYSŁU.

Wszystko rośnie nieokiełznanie, rośliny i mech na meblach ogrodowych, trzeba ciąć, wyrywać, malować, naprawiać.

Na tym murze z przodu, w dziurze między winobluszczem chcę powiesić lustro ogrodowe. Powojnik po prawej powinnam przyciąć, ale przycinałam już trzy razy i po każdym jest coraz gorzej – zaczyna rosnąć jak opętany. Na dole pod murem mój kącik leśny, widać szalejące paprocie i geranium, niebieskie i różowe.

Mi skręcił ławeczkę i voila! Jeszcze ją wczoraj naolejowałam, ale dalej się kurcze blade lepi, mam nadzieję, że się wylepi przez następne trzy tygodnie. Kwiatki obok to jeszcze obraz nędzy i rozpaczy. Ale będę sadzić.

Doniczki przygotowane:

Widok na drzewo i stoliczek, który tym razem nie będę malować, ale poolejuję i zobaczymy jak się będzie trzymał. Łapie się też przerosła skimia japońska i jabłonka, ciachnieta w tym roku.

A tu poniżej po środku hortensja pnąca, zasadziłam ze trzy lata temu i zaczyna nareszcie wyglądać. Po prawej moja wyhodowana róża, z ukradzionej małej gałązki, a dalej na ściance inna róża dość już stara, a koło passiflora, też posadzona trzy lata temu, trochę uschła przez mrozy w tym roku, ale zaczyna odbijać. Wyżej Virginia Creeper, ta to jest huligan! Dlatego zasadziłam ją w dziurze w ziemi po przeciwnej stronie murku, żeby nie miała szans zagłuszyć wszystko inne.

O, tutaj hortensja pnąca, prawda, że ładnie?