Rzeźko, nowy dzień

Dzień dobry, jak się spało? Co się śniło? U mnie sen to towar deficytowy, ale tym się na razie nie przejmuję. Jak zamykam oczy to zdania mi się w głowie po angielsku klują i całą noc potem knują, czasem słowo mi wyskakuje z głowy, którego znam tylko kawałek brzmienia, ale moja nieświadomość mówi mi, że jest ono akurat najbardziej akuratne, czasem pamiętam tylko po polsku, czasem pamiętam tylko po angielsku i nie za bardzo pamietam, co ono może po polsku mówić.

Dziś będzie dobry dzień.

Rano na hulajduszy do pani, na 9 rano przez pół Dublina, wzdłuż kanału i dalej na południe, przez biedne i bogate dzielnice, koło dziesięciu kościołów, Uniwerku i meczetu. Poranne rzeźkie powietrze. Słońce. Ludzie na rowerach i na ulicach.

A teraz pisanie pisanie pisanie, ostatnie dwa dni na skończenie całości do pierwszego draftu. Jeszcze wstęp nie gotowy, ani konkluzja, ale mam 36 godzin:D Kawka. Druga kawka. Przyszły pocztą jakieś roślinki, zajmę się nimi na weekend.

Potem promotorka pewno coś skrytykuje czy zasugeruje, potem trzeba będzie to uklepać w całość, a potem to będzie na tyle.

A polityka? Praca u podstaw.