Dzisiejszy dzień mnie sfilcował. Przeżuł, połknął i wypluł. I czułam się cały dzień jak pan wyplutek.
O piątej rano obudziło mnie coś dziwnego, gazujaca śmieciara, która walnęła w nasz samochów, paranoja nie wybiera pomyślałam sobie i poszłam spać. Rano mówię Mi, że śmieciara walnęła nam samochod, Mi wygląda przez okno, samochód cały stoi przed domem.
Dopiero jak zapukała sąsiadka i obeszliśmy go z tyłu ukazało się coś takiego:

Zadzwoniliśmy na gardę, przyjechało aż trzech, strasznie się musieli nudzić na komendzie. Coś dużego musiało przyfasolić, bo nie w zderzak, tylk wyżej, w szybę, ale sąsiedzi co mają kamerki na wakacjach i nie ma jak sprawdzić.
Niby zwykły mały szit, a pół dnia nie mogłam się skupić na pracy.
Do tego słońce wali, pogoda jak na Teneryfie, cała Irlandia imprezuje, a ja uwiązana komputera jak chłop roli. A jakiś pijany chuj wuj na śmieciarce rozwala mi samochód.
Do tego Mo chora, cały weekend siedzimy w domu, a przepraszam, i tak nigdzie nie pojedziemy bo samochód.
Niech mnie ktoś obudzi.
Chyba ze to sPISek żebym jutro nie poszła głosować.