Zazdroszczę innym ludziom snów. Chyba nie można niżej upaść 😅
Wyżywam się na snach blogerek, zazdroszę im pięknych, klasycznych, symbolicznych fantazji sennych, marzenia każdego terapeuty.
Bo moja nieświadomość się zbuntowała i mówi do mnie po chińsku, każda noc przynosi poszatkowane fragmenty, słowa, obrazy, uczucia, najwyraźniej się zorientowała, że ktoś ją podgląda i zaczęła szyfrować przekazy, żeby pozostać nieświadomością, niepoznanym zasobem ludzkiej psychiki. A może to stan mojej duszy, wszystko na razie pofragmentowane, pociachane, chaotyczne, wzburzone, jakby zamieszać łychą w zupie, a tam wszystko, marchewka, groszek, kapusta, kalafior, ziemniaczki, koperek, ziele angielskie, wszystko ze wszystkim, gotuje się, bulgocze, warzy, kociołek czarownicy nad ogniskiem, a ja jeszcze nie wiem, co z tego będzie. Jeśli w ogóle.
A może jestem przepracowana, znowu przemęczona, przeciążona, prawdę mówiąc ledwo się trzymam na powierzchni świata, świadomości, racjonalności, na razie ze wszystkich sił złapałam się komputera i dryfuję, jak Jack z Titanica, zastrzyk dobrej energii z majowego weekendu wyraźnie się kończy.
Jeszcze trochę.
Znowu zaczynam odliczanie, mam wrażenie, że to się nigdy nie skończy, mam wrażenie, że się w sobie nie mieszczę.
Jeszcze 4000 słów, plus 6 licencjatów, 5 esejów, 12 komentarzy i jedna prezentacja do sprawdzenia. Jest mi ciasno na razie, tęsknię za przestrzenią i wolnością.
A Mo jest jak Polska – nie może zintegrować melodii lewej ręki z prawą. A jutro popis…(nomen omen).