O poranku

To jeszcze ogród z drugiej strony, z widokiem na drzewo o poranku. Po prawej szopa która się naprawdę trzyma na słowo honoru, ale NIE MAM POMYSŁU.

Wszystko rośnie nieokiełznanie, rośliny i mech na meblach ogrodowych, trzeba ciąć, wyrywać, malować, naprawiać.

Na tym murze z przodu, w dziurze między winobluszczem chcę powiesić lustro ogrodowe. Powojnik po prawej powinnam przyciąć, ale przycinałam już trzy razy i po każdym jest coraz gorzej – zaczyna rosnąć jak opętany. Na dole pod murem mój kącik leśny, widać szalejące paprocie i geranium, niebieskie i różowe.

Mi skręcił ławeczkę i voila! Jeszcze ją wczoraj naolejowałam, ale dalej się kurcze blade lepi, mam nadzieję, że się wylepi przez następne trzy tygodnie. Kwiatki obok to jeszcze obraz nędzy i rozpaczy. Ale będę sadzić.

Doniczki przygotowane:

Widok na drzewo i stoliczek, który tym razem nie będę malować, ale poolejuję i zobaczymy jak się będzie trzymał. Łapie się też przerosła skimia japońska i jabłonka, ciachnieta w tym roku.

A tu poniżej po środku hortensja pnąca, zasadziłam ze trzy lata temu i zaczyna nareszcie wyglądać. Po prawej moja wyhodowana róża, z ukradzionej małej gałązki, a dalej na ściance inna róża dość już stara, a koło passiflora, też posadzona trzy lata temu, trochę uschła przez mrozy w tym roku, ale zaczyna odbijać. Wyżej Virginia Creeper, ta to jest huligan! Dlatego zasadziłam ją w dziurze w ziemi po przeciwnej stronie murku, żeby nie miała szans zagłuszyć wszystko inne.

O, tutaj hortensja pnąca, prawda, że ładnie?