Kobieta z palmą

Powróciliśmy na Dublińskie łono, nie mieliśmy duszy utęsknionej, a wręcz przeciwnie, jeszcześmy chcieli zostać. Freya zawsze ma kopnięte pomysły, ognisko w ruinach zamku, bo dlaczego nie, wyszło polskie, z kiełbasami i ziemniaczkami (bleee, najadłam się kiełbas z ogniska na rok przynajmniej, muszę sobie znaleźć jakąś wege alternatywę), hamakami, i rozmowami oczywiście, alko zapomniałam przy ladzie i dopiero po trzech godzinach sobie przypomniałam. Nie brakowało.

W drodze z zamczyska do F złapaliśmy gumę, nasza pierwsza guma w samochodzie, na szczęście było to 3 km przed domem, więc F nas odebrała, a w niedzielę rano zawiozła mnie do auta, gdzie poczekałam na miłego pana pomoc drogową, który zmienił mi oponę w 10 min. 160 euro, proszę bardzo. A potem szybko nad jezioro. A potem nad morze, bo dlaczego nie?

Jak Mo w sobotę po ognisku wsiadła F do samochodu, razem z dwiema jej córkami, to wysiadła dopiero w poniedziałek, więc F wiozła cały taraban psy, dzieci, koce, namioty i wszystko nad morze i nad jezioro i z powrotem, a my we dwójeczkę klawe życie bez bachorów, muzyczka, intelektualne rozmowy, cudownie, przez trzy dni jak zakochana para Jacek i Barbara, kąpiele w morzu i spacery po klifach.

Nie musieliśmy wysłuchiwać żadnych Suzume Demon Slayer czy innych Olivii Rodriquez, tylko Siekiera, Kraftwerk, Saint Etienne, Manu Chao, The Residents, jak dorośli ludzie, nareszcie. Po zawiłych dróżkach i bezdrożach prowadziłam ja, do Waterford i z powrotem zawiózł nas Mi, bo ja nie lubię szybko jeździć. No i co jest z tymi facetami, Mi trzy lata po zrobieniu prawka zamienił się w mistrza prawego pasa i ciśnie, aż musiałam mu przypomnieć, że nie musimy być 15 minut szybciej na miejscu.

W poniedziałek jeszcze długi weekend, więc w niedzielę posiedziałyśmy z F do trzeciej, znowu bez alko, jak się dobrze z kimś gada, to niepotrzebne dopalacze. (Czasem jakieś dobre winko może być, oczywiście, choć ja ostatnio preferuję wódkę jak już, bo mnie głowa boli po winie, szczególnie czerwonym. No ale wódka to tylko duża impreza, do rozmów niepotrzebna). W każdym razie nagadałyśmy się na zapas, bo co najmniej na parę miesięcy musi nam starczyć, choć już planujemy może wypad do Irl Północnej? F ma zawsze super kretyńskie pomysły i za to ją uwielbiam.

A poza tym jezioro, morze, kąpiele, scrabble, gadanie, gadanie, gadanie, koty, psy, Mo przepadła z kotami i nastolatkami, siedziały w kuchni we cztery, trzy starsze o 7-9 lat i tylko było słychać, jak Mo się śmieje razem z nimi, choć nie do końca jeszcze łapie żarty, hehe.

Ja walnęłam cztery prace przed wyjazdem w sobotę i cztery na wyjeździe, potem dwie wieczorem po i prawie się wyrobiłam, rano wrzuciłam oceny i było git.

No co tu dużo pisać, było cudownie!