O czym nie piszę

Nareszcie słońce!

Mo siedzi w domu, a ja nie mam już zajęć w szkole, więc zaczęłyśmy co rano chodzić na spacer do parku. Robię kółeczka po alejkach, a Mo sobie ćwiczy na zipline, owiewają nas zapachy kwitnącej wiśni i kwiatuszków, ptaszki świergolą, a już o 10 rano mam 5000 kroków, ha! Przyjemności pracy z domu. Oprócz tego joga co rano, jeszcze przed spacerem, ale to od zawsze, co najmniej od 15 lat.

Czesto się pisze na blogu o rzeczach nieoczywistych, o zmianach, wydarzeniach, zadziwieniach. Trudno pisać ciekawie o tym, co jest tłem, codziennością, łańcuchem powtarzalnych czynności, a to właśnie nadaje naszemu życiu niepowtarzalny charakter. Nie piszę zatem, że codziennie ćwiczę od wielu lat, nie długo, może z 20 minut, ale codziennie, nie piszę, że gotujemy trzy obiady, albo tak zwany obiad kombinowany z różnych składników, bo każdy z nas ma inne diety/smaki/ograniczenia, nie piszę, że nigdy w życiu nie pracowałam w biurze od 9 do 5, wróć, wróć, w młodości pracowałam tak pół roku jako asystentka prezesa banku;D, nie żartuję, ale teraz nie bardzo sobie wyobrażam, że mogłabym tak pracować. Nie piszę, że tak naprawdę muszę być w pracy tylko 6 miesięcy w roku, bo oprócz wykładów, resztę mogę robić na własnej sofie z kawką w ulubionej filiżance, w Irlandii albo w Polsce, albo w Portugalii. Co nie oznacza, że mało pracuję, bo pisałam już o moim pracoholiźmie – jak tylko zrobiło mi się trochę luźniej, to zaraz sobie studia wymyśliłam i teraz, kiedy każdy z pracy odpoczywa i wysyła zdjęcia targów z Tarragony, ja użeram się z analizą 26 obserwacji infanta, po 4 strony każda.

Jutro kupuję ławkę do ogrodu, już się cieszę na to siedzenie na słoneczku pod oknem.

***

Stan na dziś: zostało 4100, 0 komentarzy, 17 esejów. Opowieść o infancie pisze się łatwiej niż myślałam. Ale jeszcze muszę zakończyć esej.