Krętacz zapalony

RANY ZNOWU LEJE! I TO JAK!

Ale mi to nie przeszkadza, bo po pięciu latach od diagnozy RZS zostałam dziś wypisana z kliniki reumatologii, lekarze pewno już nie mogą słuchać o mojej cudownej diecie bezglutenowo-beznabiałowej. Nie biorę żadnych leków i nie mam żadnych objawów, więc powiedzieli mi żegnaj. Jak ktoś zainteresowany to mogę podać namiary na moją dietetyczkę (z doktoratem z UCL), a jak ktoś chce sam spróbować, to może sobie wyguglać protokół autoimmunologiczny. U mnie to działa, ale ja zaczęłam dietę od razu, miesiąc po diagnozie, po pierwszym rzucie choroby, kiedy nie mogłam podnieść rąk do góry, bo mnie tak bolało.

Teraz boli mnie trochę jedno biodro, co mnie martwiło od trzech miesięcy, ale lekarka powiedziała, że to nie RZS, na szczęście, tylko zapalenie kaletki krętacza i walnęła mi w tyłek steryda. Haha. Zobaczymy. Pewno zrobiłam to sobie bieganiem, jak mnie poniosło i walnęłam trzy biegi w ciągu jednego tygodnia. Ale jakby co na dowidzenia zrobiła mi jeszcze rtg biodra, żeby nie było, że coś przeoczyła.

Oprócz tego się nie poddaję. Dziś kolejne 12 prac sprawdzonych i zaczęty esej o infancie. Pełna nadziei – może jednak dam radę.

Oddałam rower do przeglądu, a kiedy pan wymieniał hamulce, akurat miałam czas na sprawdzenie czterech prac na pysznej kawce w knajpie obok. Tym razem nie czarna, ale jeszcze bardziej hipsterska, kawka rewelacja.

Mo idzie jutro do kina z Ad i Re, przydałoby się, bo siedzi w domu od tygodnia.

A na zewnątrz wybucha wiosna, niezależnie od pogody i temperatur (dziś rano 10 stopni, brrrr).

***

Jeszcze 5700 słów, 17 esejów i 11 komentarzy. (Plus dwa ostatnie rodziały pracy mag, ale tym bedziemy się martwić w maju).