Wesołego Alleluja!

Czy co tam sobie świętujecie:)

Ja dziś odpoczęłam.

Okna nie umyte, półki nie sprzątnięte, dom zapuszczony, ale to nie ma znaczenia.

Na śniadanie przyszedł Ad i Re – na zdjęciu Mo jeszcze na nich czeka – chyba nie muszę pisać, że było bardzo fajnie. Z synem mi się zawsze dobrze rozmawia, z jego Re coraz lepiej, to znaczy jest coraz bardziej familijnie i domowo, mam wrażenie, że ona też czuje się bardziej swobodnie, bardzo polubiła niektóre polskie zwyczaje i potrawy. Nie lubię gadania po angielsku w domu, ale nie chcę, żeby się Re czuła wykluczona. Dla mnie mnie angielski niestety chyba zawsze będzie dość drewniany, choć już dość łatwo mi się wykłada, to swobodne konwersacje przy stole rodzinnym najlepiej jednak mi się prowadzi po polsku.

Przygotowaliśmy dość mało jedzenia, jajka, wiadomo, Mi zrobił swoją warzywną sałatkę z dzieciństwa z wegańskim majonezem Hellmansa (rewelacja! lepszy niż prawdziwy) oraz upiekł chleb, ja upiekłam białą kiełbasę, oprócz tego przeróżne warzywa, kiszone ogóreczki, ciasto, wystarczy. Nareszcie miałam okazję wyciągnąć moją cudną bolesławiecką zastawę, którą dostałam na urodziny. Po południu zrobiliśmy jeszcze żurek, z pomocą Adka, bo się dziś nastawił na żurek.

Cały dzień przegadaliśmy, graliśmy w Wybuchające Kociaki, a dziewczyny grały w szachy. Odpoczęłam.

Było mi to bardzo bardzo potrzebne, bo wczoraj już znowu nie mogłam zasnąć, tak się pracowo zapętliłam w głowie.

Dziś tylko ocenię 6 małych prac i to będzie na tyle. Infantem zajmę się jutro.

Czyli Alleluja i do przodu!