Żyję. Bardzo dziwna choroba – zaczęło się katarem i ponad 40 stopni gorączki (proszę bardzo):

Ale tylko przez jeden dzień, w czwartek wstałam zdrowa, ale osłabiona. Teraz tylko odksztuszam i wydmuchuję nos. Ki czort? Może grypa? Krótka, bo się zaszczepiłam? Testowałam tylko covid, na grypę nie mam testów.
Piszę. Zamierzam jednak skończyć te studia, już teraz to się zawzięłam. W poniedziałek wysyłam do promotorki kolejne dwa rozdziały, pewno mnie zjedzie, bo piszę jak socjolog, prevalence, correlation, no cóż zrobię. Nie wydłubię. Może wytnę.
Oglądam. Jesteśmy w trakcie polecanego wszędzie serialu, wczoraj skończyliśmy drugi odcinek. Mam pewne przemyślenia, ale poczekam, aż skończymy, to się podzielę. Tutaj w Irl była jeszcze straszniejsza sprawa całkiem niedawno, przez chwilę myślałam, że serial trochę się na tym opiera. Dwaj 15 latkowie zabili 14 letnią dziewczynkę, zwabili ją do opustoszałego budynku. Strasznie smutna historia, dziewczynka była adoptowana z Rosji jako malutkie dziecko. Tragedia rodziców nie do pojęcia, nie wiem, czy bym znalazła w sobie dość siły, żeby żyć po. Jądro ciemności.
A na zewnątrz życie się odradza. Przyszedł pan i ściął mi trawę, nawet nie zauważyłam, kiedy był. Zastanawiam się nad niekoszeniem, biodiversity i tak dalej, ale jak to powiedzieć panu, który jest z takiej trudnej powiedzmy rodziny tutaj, nie skończył żadnej szkoły i zarabia na życie kosząc ludziom trawę? Jest przy tym obowiązkowy, punktualny i tani, a to zajęcie wydaje się być dla niego ważne.