Każdy dzień, póki żyję

Wiadomo co, wiosna! Temperatury ostatnio rozpieszczają, czyli jest nawet z 12 stopni, ale słońce, SŁOŃCE! Ja dalej zagrzebana w papierach, dziś, jutro i pojutrze mam czas, żeby to, jak to mówią, whip it into shape, czyli pobatożyć, żeby jakiegoś kształtu nabrało.

Dnie zatem spędzam z komputerem w łóżku, już nawet nie schodzę do dużego pokoju, bo tam wiadomo – ktoś mi wchodzi i wychodzi, mówi, zagaduje, śpiewa, robi sobie herbatkę i tak dalej. Wczoraj miałam dobry dzień na pisanie, pod wieczór nabrałam nadziei, że jednak mam szansę to skończyć.

A oprócz tego, dość niezauważalnie minęła nam rocznica, nie mogę uwierzyć, że już coraz dłużej jesteśmy razem, niż osobno. Jakoś nie mamy w zwyczaju specjalnie świętować rocznic, bo przecież ‚…święto, to każdy dzień, póki żyję. Jutro będę rybą w sieci, jutro będę kółkiem w maszynie…‚. Ale pamiętamy. Kiedyś, dawno dawno temu, w początkach naszej znajomości pokłóciliśmy się okrutnie i zerwaliśmy ze sobą. I obojgu nam przyśnił się ten sam sen tej samej nocy, o tym, że ze sobą rozmawiamy. W szczegółach się troche różnił, bo to przecież nie ja przyszłam do niego, oczywiście, ale tej nocy wyjaśniliśmy sobie wszystko. Następnego dnia, na piwie w Kalogródku, znowu zaczęliśmy ze sobą rozmawiać.

Adek dostał się do ostatniego etapu rozmów kwalifikacyjnych, został zaproszony do Amsterdamu. Zobaczymy. W sumie śmiesznie by było, gdyby dziecko dwojga lewaków dostało pracę Gordona Gekko. Na dwoje babka wróżyła, ja mam odczucia ambiwalentne – praca po 12 godzin dziennie, uzależniające skoki dopaminy, potworny stres. Z drugiej strony oczywiście duże pieniądze. Ale w zamian za utratę wolności. Pewno nie dostanie tej pracy, bo nie jest rekinem, i może lepiej, bo musiałby stać się rekinem.

Prezydent usa dalej śmieszy, tumani. przestrasza. Wszyscy doszukują się jakiegoś głębszego sensu w jego poczynaniach, no bo przecież jak jesteś ekspertem, to nie możesz powiedzieć T jest po prostu głupi i narcystyczny, nie tego oczekują ci, którzy płacą za analizę polityczną. A okazuje się, że rządzą ludzie, którzy poruszają sie w świecie memów z twitera, surprise, surprise!

W Irlandii trwają dyskusje co ma zrobić Taoiseach podczas dorocznej ceremonii wręczania koniczynki prezydentowi usa z okazji św. Patryka, jeśli prezydent zacznie go poniżać i mieszać z błotem. Jest to ważne spotkanie dla Irlandczyków, zawsze przebiega pod hasłem ‚my was kochamy, kochajcie nas też’, ale po ostatnim piątku Michael Martin raczej nie cieszy się na wycieczkę. Podobno przechodzi obecnie ostry trening, jak odpowiedzieć na ewentualne obelgi i zaczepki T, jeśli prezydentowi wpadnie taka myśl do głowy. Sinn Fein zdecydowała się nie jechać, co jest niespotykane, bo jest tajemnicą poliszynela, że IRA, zbrojne ramię SF, większość swoich kałasznikowów kupiła za amerykańską kasę. A Irlandia jest wystawiona na zaczepki po całości, bo solą w oku T jest oczywiście bilans handlowy usa, a Irl przecież wisi usa 31 miliardów, no jak nie, jak tak?

I oto znowu marzec, miesiąc, który dla mnie ma tak dużo okazji do świętowania, że oto dnia kobiet nawet nie zauważam. Nie, żebym uważała, że nie jest ważny, tylko w moim osobistym życiu jakoś nie trąbi tak głośno, bo inne rocznice trąbią głośniej.

Ale dla wszystkich, którzy obchodzą: wesołych świąt!