Nie piszę, bo pracuję, a przynajmniej się staram. W szkole mam reading week, czyli dla mnie writing week, który spędzam na pracy. Na razie jeszcze w stanie kompletnego bałaganu, nie wiem, czy coś się z tego wyłoni, mam tylko nadzieję, ale wiadomo czyja to matka. Czyli pasuje.
W Irl pierwsze słoneczne dni od paru tygodni, wszyscy mają lepszy humor, czuć wiosnę. Ja niestety w stanie lekkiego, ale permanentnego stresu, bo mag, a do tego trzy eseje, w tym jeden na 5 tys. słów, czyli ogromny, a do tego oczywiście praca i inne kwiatki z tym zwiazane, bo z czegoś trzeba żyć. Jak widzicie nic u mnie ciekawego nie ma, jak przeżyję następne cztery trzy miesiące to pogadamy.
Oglądamy Severance i to jest dobre. Zaczęliśmy Yellowstone, serial który podobno bardzo dobrze uchwycił stan umysłu ludzi, którzy reprezentują wartości przeciwne do naszych, ale Mi się na razie zbuntował i nie chce. Widzieliśmy Anora, mój syn był zachwycony jak poszedł do kina (może dlatego, że jest tam dużo seksu?;), nam się bardzo podobał, ale do zachwytu daleko. Ale warto.
Mo spędza całe dnie na malowaniu, rysowaniu, klejeniu, budowaniu, wycinaniu, zaczęły się rozmowy, kiedy zrobimy adaptację strychu i czy może mieć tam swoją pracownię. Strych to było moje marzenie na azyl od wszystkiego i wszystkich, ale może wystarczy, że Mo się tam przeniesie.
Tulipany rosną, niedługo zaczną kwitnąć, tak, jak magnolia.