Wszyscy w domu, za oknem szaleje wichura. W nocy wiatr zerwał prowizoryczny dach szopy razem z paroma deskami, ale prawdę mówiąc była to zwykła folia, więc nie ma o czym mówić, Mo bardzo rozczarowana. Z ekscytacją wyczekiwała katastrofy, latających dachów i kotów, a tu taka słabizna. Wczoraj rano pytała się co się stanie z kaczkami podczas wichury, powiedziałam jej, że dla kaczek to raczej nie ma znaczenia, bo jak wiatr je porwie, to po prostu polecą. Gorzej dla owiec i kotów. Wieczorem mówi do mnie ‚so ducks will fly but sheep will die?’ i początkowo nie rozumiałam do czego nawiązuje;) Dziś rano oczekiwała zatem latających owiec albo deszczu kotów, a tu kicha. Ale w hrabstwie Galway wiatr pobił rekord Irlandii, 183km/godz. i porwał dach stadionu wybudowanego za 3 mln. euro.
A mi się fajnie spisuje obserwację niemowlęcia, to już 19! Polubiłam te wizyty i cały rytuał z tym związany. Jadę sobie rano moją hondką, odwiedzam obcą mamę i przez godzinę w skupieniu patrzę się na jej niemowlę. Nie robię przy tym żadnych notatek, oprócz tych w głowie. Chłonę atmosferę w domu, dostrajam się do emocji wypełniających przestrzeń, jestem wyczulona na malutkie detale, które mogą świadczyć o stanie ducha mamy i dziecka w danym momencie, oraz całego domu, jeśli można tak powiedzieć. Jest to niesamowity trening uważności, trzeba mieć otwartą głowę i serce, zwracać również uwagę na swoje emocje. Obserwację spisuję po jej zakończeniu, najlepiej byłoby zaraz po, ale wtedy mam tylko godzinę czasu, więc tylko robię sobie notatki, zaznaczam istotne szczegóły, kolejność wydarzeń i ogólną atmosferę. Pierwsze notatki robię jeszcze w samochodzie, w nosem na kierownicy i ze skrzydłami kurczaka na siedzeniu obok, wyciągam gorącą herbatę w termosie i piszę. Na cotygodniowym seminarium rozkładamy potem obserwacje na części pierwsze, starając się zrozumieć co się działo i co czuło dziecko. Najciekawsze jest to, że czasem nie jestem świadoma pewnych rzeczy w trakcie wizyty ani w czasie jej spisywania, a kiedy odczytuję notatki na seminarium, pewne rzeczy są oczywiste, uczestnicy wychwytują detale, powtórzenia pewnych wyrazów, rytm tekstu wskazujący na niepokój czy zadowolenie czy inne emocje zakodowane w tym, co zapisałam. Wtedy się zastanawiamy, czy to byłam ja, czyli mój stan emocjonalny zabarwił obserwację, myślę wtedy czy mogłam być zdenerwowana, czy sfrustrowana, czy to było jednak coś pochodzącego od mamy i dziecka. Uwielbiam rozkminki, a takie seminarium to grupowa rozkminka, bardzo bardzo ciekawe.
Na weekend musimy rozebrać choinkę.
.