Rano pomęczyłam się trochę nad pisanina, czy jest w ogóle ktoś, kto lubi pisać magisterki?? Ja lubię czytać, niekoniecznie magisterki oczywiście, a raczej wszystko inne tylko nie wypociny studenckie, i lubię się uczyć, szczególnie o czymś ciekawym, ale jak mam pisać, a zwłaszcza na ocenę, to mi się flaki przewracają. Choć nie zawsze. No, ale wczoraj to mi się przewracały i przewracały, tak, że zmitrężyłam mnóstwo czasu, aż w nocy nie moglam zasnąć, bo dotarło do mnie, że jednak czasu coraz mniej zostało mi i jak będzie tak mi to szło jak krew z nosa to będzie słabizna. Z mocnym postanowieniem poprawy poczytałam Diagnozy do poduszki, bo nic tak nie usypia jak DSM-5.
Więc o 10.14 dzisiaj, jak już rzuciłam okiem na zegarek po drugiej kawie, byłam już przy trzecim akapicie poprawek. Bo w nagrodę mieliśmy pojechać nad morze, w pierwsza podróż naszą Blue.
Po drodze zabraliśmy Adziarza i najpierw było tak:

A potem nie wytrzymałam i było tak:

Bo teraz zawsze już wozimy stroje i ręczniki, a nuż coś nam wpadnie do tych durnych głów i oczywiście zawsze wpada, jak nie to, to tamto.
Było bosko!
Mi też wszedł, jakżeby nie, zrobił sobie taką paradoksalna kurację, bo od tygodnia łaził w domu w czapce i kamizelce puchowej i pociągał nosem. Teraz wóz albo przewóz, albo stanie na nogi, albo😂
Ponuro, zimno, mżyło. Cudownie.