I’ve Horse Outside

Gorące rączki budzą mnie o 5.45, Mo boli brzuszek i ‚nie może spać’, po czym ładuje się nam do łózka, półprzytomna kładę jej rękę na brzuch i masuję, pięć minut później oczywiście zasypia. Mi przenosi się do jej łóżka piętrowego, na szczęście łóżko ma materac na dole i normaly rozmiar. Kiedy kolejny raz otwieram oczy jest po 9, Mo zniknęła.

Weekend. Mo z gorączką, więc nigdzie nie pójdziemy, ale w sobotę decydujemy się zobaczyć samochód na sprzedaż niedaleko od nas. Honda taka jak nasza, ten sam rocznik, 20 tys. mniejszy przebieg i piękny kolor, French blue. Kosztuje dokładnie tyle, ile dostaliśmy z ubezpieczenia, przypadek? Mi jeszcze robi przegląd ogłoszeń, znajduje inną trochę tańszą, ale z zadrapanym przodem. I biała, bleee. I daleko od nas, musiałabym podjechać taxi w poniedziałek, żeby zobaczyć. Moje serce zostaje przy French blue. Świeży import z Japonii, dopiero co zarejestrowana w Irlandii – w Japonii również jeżdżą po lewej stronie, dlatego jest wiele używanych samochodów z tamtąd stamtąd. (Salmiaki zauważyła:) jak ktoś znajdzie błąd, uprzejmie prosi się o zwracanie uwagi:)

Poza tym w Irlandii Honda ma status kultowy, czego ilustracją jest poniższa piosenka (można tu też znaleźć wiele odniesień do elementów kultury Irlandzkiej nie znanych szerszej publiczności;D

The Rubberbandits, kultowa Irlandzka kapela

W tym tygodniu mieliśmy trzy wykłady z psychiatrami, głównie o diagnozach. Wiecie, że psychiatrów nie interestuje zdrowie psychiczne, tylko choroba psychiczna? To wiele wyjaśnia. Jeśli osoba spełnia kryteria diagnostyczne, dostanie tablety, a jeśli nie spełnia, zostanie odesłana, by często potem wrócić po roku, czy dwóch, kiedy już jest dużo bardziej distressed, jak oni to mówią i te kryteria spełnia. Czy wiecie, że nie można mieć depresji (czyli generalnie czuć się ..ujowo) przez siedem lat? Też nie wiedziałam. Epizod depresyjny nigdy nie trwa dłużej niż 2 lata, jeśli ktoś ‚ma depresję’ od siedmiu lat, czyli przez siedem lat czuje się ciągle źle, to jest to zaburzenie osobowości, albo coś innego. Oczywiście można mieć nawracające epizody depresyjne przez siedem lat, czyli chorobę diagnozowaną jako depresję, ale wtedy nastrój faluje, nie jest jednostajnie zły cały czas.

Czytam Diagnozy Psychoanalityczne i trochę rzeczy wskakuje na miejsce, np. dlaczego często ławiej się rozmawia z osobami ze schizofrenią niż z bordeline, choć te drugie są mniej zaburzone. Mieliśmy też zajęcia z gościem, który łączy psychoanalizę z filozofią wschodu, jest poza tym głównych psychologiem klinicznym w szpitalu psychiatrycznym w Dublinie, bardzo bardzo ciekawe. Podobało mi się, że powiedział, że medytacja nie jest dla każdego – bardzo zaburzone osoby może zaburzać jeszcze bardziej, może również stać się pewną formą ucieczki od życia, czy wręcz sprzeciwem wobec rzeczywistości i życia, czyli też zaburzeniem.

Kończę Małe Życie, ta książka jest dobrym przykładem desensytyzacji, bo przeczołguje emocjonalnie do tego stopnia, że pod koniec człowiek się wyłącza, bo ile można w środku emocjonalnego tumultu tkwić. Bohaterowie przechodzą przez takie okropieństwa, że kolejna tragedia już nie rusza, nie da się słuchać Paganiniego w cygańskiej knajpie ze łzami w oczach przez 668 stron. W sumie dość mi się podoba, część mechanizmów psychologicznych wydaje się dość prawdziwa, postaci dość pogłębione, ale coś mi zgrzyta. Może to, że nie zostawia dużo czytelnikowi do domyślenia się, wszystko jest w miarę podane na tacy. Może ten Amerykański narcystyczny materializm – przeciwwagą dla wszystkich okropieństw jest miłość, oczywiście, ale też i sukces, szczególnie materialny. Czterech przyjaciół, jeden zostaje światowej sławy aktorem, drugi najlepszym amerykańskim prawnikiem, trzeci słynnym malarzem, czwarty architektem, jakby ten sukcej był jednak najważniejszy, jakby te życie jednak nie były takie małe, wbrew tytułowi, bo może te małe to nawet nie warto opisywać. Jakby American Dream miał się dobrze, a nie, jak mówi Wilkinson ‚jeśli chcesz przeżyć American Dream, to przenieś się do Szwecji’. Ale główną wadą książki jest to, że jest za długa, bo rozedrganie emocjonalne zaczyna nudzić po 400 stronach. Nie jest to Wielka Literatura, ale czytadło dobre, choć za długie.

Ściągnęłam sobie Rushdiego Wstyd, ciekawe, czy też będę kręciła nosem.