Wczoraj dość wcześnie przyjechał z Newry Adek z Re, lepiliśmy pierogi i uszka, potem kolacja, Re z entuzjazmem uczestniczyła we wszystkich polskich elementach wieczoru. Łamaliśmy się chlebem, bezglutenowym, hehe, barszcz się udał, uszka się udały, pierogi ruskie się udały, śledzi nikt nie tknął, oprócz mnie, oczywiście, ale się nie udały, bo nie było matjasow i mialam kupne po kołobrzesku, słabizna. Pod koniec wieczoru usmażyłam gościom łososia, więc jakas ryba była. Muszę kiedyś zrobic karpia, bo Re chciała spróbować. Był biały obrus i choinka, nie było kolęd. Po kolacji prezenty, których było mnóstwo, właśnie przemyśliwuje, żeby wprowadzić zwyczaj, że po dwa na człowieka i wystarczy. Mo zrobiła długą listę, choć prawdę mówiąc większość to były drobiazgi po 2-3 euro. Potem gry rodzinne, które uwielbia Mo i Adek. Koło 23 wrócili na północ, żeby na Christmas Day być z rodziną Re. Adek uwielbia tam jeździć, ale mu się nie dziwię, bo traktują go jak księciunia.
Teraz muszę zacząć czytać, to od Re i męża:

Od syna kwiatki:

Od córeczki ręcznie robioną Blind Bag, może kiedyś napiszę.
Odpoczywamy, dziś nawet na spacer nie idziemy, ale Mo jeszcze trochę chora, więc cali szczęśliwi, że mamy wymówkę.