Posadziłam tulipany

Już już miałam pisać, że phi, listopad, dawajcie mi tu listopady, pluchy i deszcze, deszcz jak siwe łodygi szary szum…. a u boku smutek i konanie… bo w tym roku jestem jak teflon, nic się mnie nie czepia, żadne doły i doliny, żadne spadki nastrojów, żadne małe smęty, ani wielkie smuty, bo w środku, we mnie spokojna słoneczna woda, gdzie błękit nieba miesza się z błękitem morza. I nawet to, że Mi spotkał się naszym samochodem z bramą, to znaczy kiedy wjeżdżał do pracy, brama zaczęła się zamykać, a on ‚myślał, że się zmieści’ (mam tu seksistowskie skojarzenie oczywiście) i tak mu bramka przypieprzyła, że teraz 1300 euro cash, mówi pan blacharz, bo na ubezpieczenie, to paaaaanie! ze 4 tysie będzie, bo muszę wszystko nowe! Ale jak znajdziemy drzwi na szrocie, to będzie taniej, bo dobry ten samochód honda, nie? jak dobry, to po co zmieniać? Ale nie, nic a nic mnie nie ruszyło, nawet to 1300 jak bułka z masłem, zdarza się, wiadomo, jesteśmy świeżymi kierowcami, a w dodatku to użyteczny kamyczek do mojego słoiczka podpisanego ‚wszystkie przewiny mojego męża’, więc jak tylko coś w stylu zgubię klucze, zbiję dzbanek, wyleję czarny atrament (na biały dywan), wyciągnę kamyk i będę miała broń do odparcia ataku, więc dalej spokojna słoneczna woda.

Ale.

Ale dopadł mnie ból biodra. Najpierw niepozornie, trochę z boku, w tym samym miejscu, gdzie mnie zawsze bolało od lat nastoletnich, zawsze, gdy tylko przeziębiłam, zawiałam, wychłodziłam, spałam w zimnym namiocie na cienkiej karimacie, albo na wilgotnym piasku plaży, ale potem przechodziło po tygodniu wygrzania. A teraz zamiast przechodzić bolało coraz bardziej, nie tak okrutnie, nie ostro, ale już trochę wyżej, przeszło ale na plecy i cała noga już jakby nieswoja, noż kurcze blade. Muszę do lekarza, bo cholera wie, czy to mój oswojony rzs, gdzie od dwóch lat nie miałam żadnych objawów, co coś innego, a jak coś innego, to co?

No nic. Sama nie rozkminię, choć mam zapędy;) Na razie walę przeciwbólowe i marudzę.

Z pozytywów – miałam dziś bardzo dobry dzień pisania. Powoli przechodzę do sedna, choć ‚powoli’ to w tym kontekście eufemizm.

Na mojej dzielnicy pojawiły się pierwsze dekoracje bożonarodzeniowe.

Posadziłam tulipany!

Może przychodzić wiosna.