Siedzę i spisuję baby obs, zajmuje to zawsze co najmniej dwie i pół godziny i często nie mam czasu, żeby zrobić to zaraz po obserwacji, jeszcze we wtorek. A potem mam moje zajęcia i dwa dni intensywnej pracy w pracy i tak kończy się na pisaniu w piątek. Co jest pewnym utrudnieniem, kiedy ważny jest każdy szczegół i każde zmarszczenie się dziecka.
Wczoraj byłam na book launch – nie spodziewałam się, że będzie to takie wydarzenie! Była nawet pani attache kulturalna z ambasady polskiej, czyli jednym słowem dostojnie i z wszelkimi ukłonami. Dodam tylko dla porządku, że mój pierwszy odruch, kiedy dostałam zaproszenie, to ‚nigdzie nie idę’, bo nie traktowałam tej publikacji jako osiągnięcia, a raczej się wstydziłam, że po tylu latach w Irlandii mój dorobek to tylko jeden rozdział w książce. I oczywiście nie poprosiłam o wolne z pracy z tej okazji, więc musiałam się zrywać po czterdziestu minutach na wieczorne zajęcia do szkoły. A teraz w sumie żałuję, bo było ciekawie i znany (przeze mnie przynajmniej) profesor w przemowie otwierającej spotkanie nawet wspomniał moje obserwacje, które zaczerpnął z rzeczonej publikacji:)
Świechna pisze o swoim zdziwieniu kwitnącymi różami w listopadzie, więc proszę bardzo, mój ogród z przodu:

To są róże, które sadziłam w 2018, pachną obłędnie i kwitną przez 8 miesięcy w roku.

A ta tutaj z boku domu, stareńka, zasadzona jeszcze przez poprzednią właścicielkę ma nawet pąki:

Muszę posadzić tulipany. Rzutem na taśmę – bo nigdzie już nie było – kupiłam 24 białe i jakieś mieszane, ale już widzę, że za mało, bo oczywiście chciałabym mieć tulipany WSZĘDZIE.
A w nocy śniło mi się, że mam troje dzieci i wydawało mi się to takie oczywiste i właściwe i na miejscu.
**** (po przerwie) ****
Przywiozłam dziewczyny do nas, nakarmiłam i napoiłam, więc mam teraz chwilkę, póki siedzą na dole i robią gluty.
Mo ma cztery najlepsze koleżanki z klasy, w tym jedną najbliższą, tak zwaną BFF i właśnie z tą jedną relacje są obecnie najtrudniejsze. Koleżance trudno jest bawić się równocześnie z więcej niż jednym dzieckiem, chciałaby mieć Mo na wyłączność i kiedy się spotykają, muszą bawić się tylko we dwójkę ze sobą. Zdarzało, że Mo po szkole była u niej w domu, znajome dzieci z podwórka i te z klasy pukały i wyciągały obie na dwór, a koleżanka nie chciała, Mo znowu bardzo chciała, ale rodzice koleżanki bali się puścić ją samą. Po którejś takiej sytuacji moja córka powiedziała, że nie chce chodzić więcej do J, bo we dwie jest nudno, a u nas na ulicy ma całą bandę dzieciaków i ona lubi bawić się ze wszystkimi, the more the merrier, jak to tutaj mówią. No i dziś zaprosiłyśmy do nas trzy jej najlpesze koleżanki z klasy, którym Mo była winna rewizytę, a ja postanowiłam rewizytować je wszystkie hurtem, żeby mieć to z głowy i żeby żadnej nie wykluczać.
Chcialam też oczywiście zaprosić J, bo to przecież najlepsza przyjaciółka Mo, ale moja córka najpierw nie chciała jej zaprosić, argumentująć, że J będzie niezadowolona, smutna i będzie im psuła zabawę, parę dni później przemyślała kwestię i stwierdziła, że jest to jednak jej przyjaciółka, więc dobrze, ale wtedy to ja już musiałam wymyśleć, jak to zrobić, biorąc pod uwagę, że do naszego samochodu zmieszczą sie tylko cztery dziewczynki, a trzy już były zaproszone. Kombinacje alpejskie. Wymyśliłam, że J mogę zgarnąć po jej dodatkowych zajęciach, które tym razem Mo miała ominąć, napisałam zatem do jej mamy, ale dostałam odpowiedź, że bardzo dziękują, ale innym razem. A zaraz rankiem następnego dnia wysłała mi wiadomość, że jednak J by chciała, jeśli to nadal aktualne i że jej tato może ją odebrać ze szkoły i przywieźć do nas, zabierając jeszcze przy okazji kogoś innego. Spotkaliśmy się zatem pod szkołą i ojciec J zabrał ją i jeszcze jedną koleżankę, ale jak przyjechaliśmy pod nasz dom okazało się, że J się jednak rozmyśliła i chce wracać do domu. Siedziała w samochodzie i widziałam, że się jej oczy szkliły.
No i tak myślę o tej dziewczynce i myślę. Jak trudno jest jej być z innymi dziećmi i dlaczego. Nie umie/może być w grupie, czyli zbiorze większym niż dwa. Dużo rzeczy mi przychodzi do głowy, omawialiśmy podobne zachowania na zajęciach. Gdyby to nie była znajoma dziewczynka, to bym ją zdiagnozowała, ale nie diagnozuje się znajomych. Szkoda mi tego dziecka, bo sytuacja się wyraźnie zaostrza, a ona ma dopiero dziewięć lat – co będzie jak zacznie dojrzewać?