W takich okolicznościach (przyrody) myślę, że mogę złamać moje postanowienie nie pisania bloga w czasie pracy i nie pisania o polityce;)
Zapytałam dziś moich Amerykańskich studentów, dlaczego ludzie głosują na Trumpa, tak szczerze, bez żadnego podtekstu. W całej klasie (około dwudziestu paru osób) głosowały na niego dwie osoby, które jako przyczyny podały obietnice ograniczenia nielegalnej imigracji i uszczelnienia granicy. Czyli dokładnie to samo, o czym pisałam w kontekście Europy i Polski nie tak dawno, to te same argumenty, na których rośnie Konfie i te same resentymenty, które chce zagospodarować Tusk.
No, ale Trump jest też odbierany jako kandydat, który wypowie wojnę globalizacji, czyli narzuci cło na towary z Chin i być może Europy, Harris jest kojarzona – podobnie zresztą jak Clinton wcześniej – z globalizają i globalnymi elitami i bardzo mocno z Izraelem. To dość charakterystyczne dla upadających imperiów, że Trump, miliarder oszukujący na podatkach (i nie tylko), jest postrzegany jako kandydat ‚antysystemowy’, taki, który wywróci stolik i znowu będzie pięknie.
A to wszystko tylko potwierdza moją diagnozę, że w państwie ogromnych – i wciąż rosnących – nierówności, demokracja nie działa. Na Trumpa częściej głosowali biali, latynosi, niewykształceni – czyli biedniejsi mężczyźni, katolicy, nie z dużego miasta. Trumpowa Ameryka, to jest Ameryka resentymentu, poczucia, że kiedyś było lepiej i ktoś im te świeta ukradł, niezgody na rzeczywistość katastrofy klimatycznej i konieczność zmiany stylu życia. Ktoś te wszystkie głosy resentymentu zagospodarował, szkoda, że akurat on. A anatomię upadku Ameryki dobrze opisał na przykład LeDuff tutaj, jak ktoś ciekawy (tu po polsku).