Tak, zaraz się zabiorę do pracy, tylko jeszcze podzielę się z wami Cassavetesem i Geną Rowlands. Świechna napisała, że Gena niedawno zmarła i tak mi przypomniała jedną z moich najbardziej ukochanych par amerykańskiego kina.
Kiedyś, dawno, dawno temu prowadziliśmy w Dublinie lewacki klub filmowy Auntie Underground, oglądnęliśmy wtedy wszystkie filmy Cassavetesa i zaprawdę powiadam wam jest to kino, którego się nie zapomina. Cassavetes jako aktor grał w największych Hollywoodzkich produkcjach, jak na przykład Dziecko Rosemary, aby mieć kasę na kręcenie własnych.
I jakie to filmy! A Women under the Influence, Faces, Minnie and Moscowitz, Gloria – jak szukacie czegoś na jesienne wieczory, to jest to kino takie, że od razu żałuję, że już oglądałam.
Ale bez Geny nie dał by rady, w (prawie) każdym z nich jest ona postacią o której nie można przestać myśleć.
***
Znowu się nie wyspałam, obudziłam się o piatej. Menopauza? Stres początku roku? Choroba? Hormony przed okresem? Ktoś rzucił na mnie urok? Pełnia? Koniunkcja Marsa? I do tego śnił mi się dom w dół, zbudowany z pustaków, który zamiast ścian w górę miał ściany w dół, czyli w dziurę w ziemi. Czy to jest właśnie to, co teraz buduję? 😉