Róża chyba uratowana, nie dawała już rady w donicy, przesadziłam ją pod murek, tam, gdzie wcześniej mszyce zjadły Honeysuckle i zaczęła już wypuszczać nowe pędy. Jest to róża cenna, bo kradziona, gałązka odcięta bez pozwolenia od najpiękniej kwitnącej róży na Emmet Road po włożeniu do ziemi wypuściła korzenie i zaczęła rosnąć na potęgę, ta odcięta z pozwoleniem dawno zmarniała.
W środę rano przyjechały cztery radiowozy, pies i dziesięciu gardziarzy. Aresztowali naszego sąsiada z domu na wprost, mojego mechanika rowerowego. Nie naprawiał już rowerów od jakiegoś czasu, czasem zgodził się od niechcenia zmienić oponę albo spojrzeć na hamulce, ale widać było, że nie ma już tej pasji. Entuzjazm i pasję zostawił na handel dragami, jak się okazało. Rok temu kupił sobie stary biały samochód dostawczy, który postawił na chodniku przed swoim domem, bardzo mnie kłuł w oczy ten samochód, bo przeszkadzał mi w wyjeżdżaniu na ulicę i był brzydki jak noc, miał jakiś taki złowieszczy wygląd. Sąsiad sprzedał mi wersję, że trzyma tam rowery które naprawia, bo ktoś mu się ostatnio włamał na posesję. Okazało się, że dostawczak pełnił funkcję parawaniu i magazynu na dragi, często przyjeżdżały do sąsiada jakieś samochody, parkowały obok i podejrzane typki załatwiały jakieś interesy, ale tu każdy wygląda na podejrzanego typa, więc nie zastanawiałam się nad tym za bardzo, co więcej, nic by mi nie przyszło od tego zastanawiania, łyknęłam zatem wersję, że to po rowery i to mi wystarczyło.
W jego domu znaleźli trawę, kokainę, tabletki i heroinę warte koło 400 tys. euro, podczas przeszukania były w nim obecne jego małe dzieci:(
A najgorsze jest to, że był to całkiem miły sąsiad. Wyprowadzał swoje dzieci na spacer do parku i odprowadzał do szkoły, ma ich trójkę, z czego najstarsze z dość ciężkim autyzmem. Był jedyną osobą, która się wyraźnie dziećmi opiekowała, jego żona/partnerka prawie nie wychodzi z domu, jest jeszcze teściowa, która wydaje się najbardziej ogarnięta, ale raczej jest od zakupów i załatwiania spraw. Bardzo smutna sprawa, zastanawiam się co teraz będzie z dziećmi, będą tkwić w domu przy telewizji cały dzień:( Najstarszy ma 8 lat, ale dzięki autyzmowi raczej nie będzie wiedział o co chodzi, ale młodsze – sześcio i czteroletnie – pewno gdzieś w szkole usłyszą, pewno się będą wstydziły.
Nie zrozumcie mnie źle, oczywiście, że dobrze, że go zamknęli, jeśli handlował, zwłaszcza tuż pod moim nosem! tak sobie tylko rozmyślam, że człowiek to taka niejednoznaczna istota, można być dobrym i złym równocześnie. Podejrzewam, że nie był zaawansowanym mafiozem, nie wyglądał, nie zachowywał się, był taką właśnie osobą na niskim/średnim szczeblu hierarchii do odstrzelenia, do podsunięcia policji, jeśli potrzebna jakaś ofiara. Zastanawiam się, co sobie myślał, handlując w swoim domu z małymi dziećmi, czy planował tak zarabiać do emerytury? Czy myślał, że mu się uda nikomu w drogę nie wchodzić i spokojnie uprawiać swój biznes na boku? Czy planował jeszcze tylko ten raz, jeszcze tylko się odkuć i skończyć? Może zarobić na wakacje i się wykręcić?
Nasz ulubiony sąsiad z boku, ten, który ma nasze klucze, powiedział mi, że wiedział od roku, ale jak mieszkasz w takim miejscu całe swoje życie, to wiesz, że z takimi rzeczami nie idzie się na gardę, jeśli nie chcesz mieć kłopotów. Prawo dzielnicy jest proste: kapusie nie mają życia.
Zastanawiałam się, czy ja bym zadzwoniła na policję, jeśli byłabym pewna. Nie wiem, nie ufam policji, może na anonimowy numer? Na pewno zadzwoniłabym, gdybym podejrzewała przemoc, szczególne wobec dzieci, ale on był takim dobrym ojcem…