
Lazienka


Jaka ta Irlandia piękna! Przejechałam dziś 160 kilometrów w jedną stronę (potem zostałam zawieziona w drugą). Pędziłam puściutkimi, wijącymi się dróżkami, tak wąskimi, że ledwo dwie krowy mogą się minąć. Środek dnia, ograniczenie prędkości 80 km na godzinę i miejscowi oczywiście tyle cisną. Na szczęście drogi w większości puste, wszyscy pojechali autostradą ;D
Jechało mi się pięknie, pusto, zielono, w głośnikach Lhasa de Sela. Chyba to lubię. Ale byłam cała spocona, a najbardziej przy wyjeździe z Dublina, gdzie jeżdżą wariaci.
A teraz sprawdzanie, ilość bzdur mnie poraża, ale cóż zrobić, muszę skończyć dziś pierwszą partię.
Wiosna na całego, pachnie kwieciem i badylami, zimny ten maj wprawdzie, ale i tak jest cudownie!
Dziś się spotkałam z moją (pierwszą) mamą, nie moją mamą, ale mamą mojego (potencjalnego) dziecka. Zobaczymy, trzymajcie kciuki. Jeszcze się zastanawia, haha, też bym się zastanawiała czy wpuścić kogoś obcego do domu. Byłyśmy na kawce, bardzo przyjemne wrażenie zrobiła na mnie, ale ważniejsze jest, jakie ja na niej. Ona wydaje się bardzo konkretna i ogarnięta, i tak na przykład napisała do mnie na mojego uniwersyteckiego maila, czyli od razu sprawdziła, że nie ściemniam – jestem studentką. Dobrze to rokuje, że nie jest łatwowierna i nawiedzona. Ale zobaczymy.
Siedzę zagrzebana w esejach i egzaminach, muszę powystawiać oceny do końca maja.
Jutro przywożę naszego pana od remontu, chyba będę sama jechać 160 km O_O po niego i narzędzia. Jak zupełny wariatuńcio, zwany tutaj madjołkiem, jadę drogami krajowymi, bo boję się autostradą ;D
Boję się to mało powiedziane.

Bardzo tęskniłam za morzem, nie ma nic przyjemniejszego niż zanurzyć się w takie zimne tonie😊

Moje dziecko też irlandzkie bardziej niż polskie w tym względzie, uwielbia się chlapać niezależnie od temperatury.
Trzy eseje oddane, uff😎