Dzisiaj odwiozłam Piotrka do pięknego miasta Waterford. Prułam autostradą w dwie strony, razem 300 km 😀 jestem z siebie dumna.
Ale nie lubię, nie ma jak nawet zmienić sobie muzyczki w aucie!
Odwiedziłam Kasię Fr. Pogadałyśmy sobie pół godzinki.
Remont (prawie) skończony, jeszcze tylko oszlifować i naolejować parapety i podłaczyć szafkę z umywalką. (i pomalować przedpokój, bo kupiłam Zupełnie Inną Farbę niż miałam w przedpokoju i jak mi Piotrek maznął, to teraz wygląda jak jasna cholera).
I posprzątać chałupę, bo burdel w domu nieziemski, jak to bywa – kurz, pył, gruz, wszystko pokryte białym nalotem. Podłoga w kuchni jest brudna nie do opisana (nigdy nie kupujcie farby do malowania kafli na podłogę – taka farba PRZYCIĄGA BRUD I GO PRZYKLEJA, dla odważnych jutro wkleję zdjęcia).
W szkole też koniec zapieprzu, oceny mają być wystawione do jutra rana. A zatem jeszcze dziś ostatnie poprawki, ale juhuhuhu właśnie skończyłam!
Jutro tylko dwie spóźnialskie będę musiała sprawdzić. Ale wreszcie.
Koniec.