Znowu dzień jak skarb, słońce, maj, zapachy, taki dzień do kolekcji jak muszla znad morza, a ja tkwię nad papierami. No muszę, niestety trzeba pracować, bo kredyt na remont się sam nie spłaci. Niestety. Ale na szczęście w nieszczęściu, albo nieszczęście w szczęściu, w sumie nie wiem jak o tym myśleć, Mo rozwinęła sobie w piątek przepiękną gorączkę 39.5 stopnia, więc i tak musielibyśmy siedzieć w domu, a zatem nie żałuję.
Łazienka posuwa się do przodu. Wygląda na razie trochę bleee, bo wzięłam sobie radę Marii Killam do serca, że kiedy wychodzisz ze sklepu z kafelkami i boisz się, że łazienka będzie nudna, znaczy to, że dobrze wybrałaś. Ciekawe kafle stają się narzucające po roku, po prostu irytujące po trzech latach, a po pięciu nie do zniesienia. (Uwielbiam te heksagony na podłodze, to było też moje małe marzenie). Ale teraz rozkminiamy czym przełamać tę biel – Mi chce fuksję na ścianie i suficie:D

Piotrek zrobił sobie dziś wolne, pożyczył samochód i pojechał do siebie, wykąpać się, bo nie odpocząć, skoro – jak nam powiedział – ma taką obiecaną małą prackę na niedzielę. Ten człowiek to robot, trochę się zaczynam o niego martwić. Sąsiad mówi, ale ty ufasz ludziom! mówię sąsiadowi – ale ty też masz nasze klucze! Moja intuicja rzadko się myli, choć, oczywiście, jest to możliwe. Po południu Piotrek dzwoni, że złapał gumę. Pech. Mam nadzieję, że jutro przyjedzie naszym samochodem, w sumie remont warty mniej niz samochód, hehe.
Ogród zaczyna przypominać ten fragment wielkiego parku, który ludzie omijają, a dawno posadzone rośliny radzą sobie jak mogą, bez żadnej ludziej ingerencji. Maliny powoli pożerają trawnik, dmuchawce nie niepokojnone przez nikogo dumają nad nietrwałością świata swoimi siwymi głowami, dopóki wiatr nie zawieje, kwitną stokrotki i niebieskie geranium, róże szykują się do zmasowanego ataku kwieciem.
Jest pięknie.
Jeszcze tylko 18 prac do sprawdzenia i 5 licencjatów, mój esej do skończenia, remont łazienki i zrobienie parapetów, wymiana blatu w kuchni i będę miała wolne. (Rany boskie jestem kioskiem).
Nie mogę uwierzyć, że po SIEDMIU LATACH BĘDĘ MIAŁA WANNĘ. I PARAPETY. (oraz niespleśniały blat w kuchni)
Czy tym razem zaczęłam od początku?