Wiosna na całego, pachnie kwieciem i badylami, zimny ten maj wprawdzie, ale i tak jest cudownie!
Dziś się spotkałam z moją (pierwszą) mamą, nie moją mamą, ale mamą mojego (potencjalnego) dziecka. Zobaczymy, trzymajcie kciuki. Jeszcze się zastanawia, haha, też bym się zastanawiała czy wpuścić kogoś obcego do domu. Byłyśmy na kawce, bardzo przyjemne wrażenie zrobiła na mnie, ale ważniejsze jest, jakie ja na niej. Ona wydaje się bardzo konkretna i ogarnięta, i tak na przykład napisała do mnie na mojego uniwersyteckiego maila, czyli od razu sprawdziła, że nie ściemniam – jestem studentką. Dobrze to rokuje, że nie jest łatwowierna i nawiedzona. Ale zobaczymy.
Siedzę zagrzebana w esejach i egzaminach, muszę powystawiać oceny do końca maja.
Jutro przywożę naszego pana od remontu, chyba będę sama jechać 160 km O_O po niego i narzędzia. Jak zupełny wariatuńcio, zwany tutaj madjołkiem, jadę drogami krajowymi, bo boję się autostradą ;D
Boję się to mało powiedziane.