Za mną parę ważnych rocznic, w tym nasza 25 rocznica ślubu – wciąż mnie zadziwia, że nadal się śmiejemy ze swoich żartów i płaczemy ze swoich smutków. Razem.
Zostałam również prawie-półwieczną kobietą, a Mi półwiecznym mężczyzną. Dostałam kwiaty, ach! jak ja kocham kwiaty!, dostałam też słuchawki do telefonu, takie jak chciałam, i perfumy, takie, jakie chciałam. Urzekły mnie ostatnio w windzie, kiedy jechałam z piękną Azjatką owiniętą cudnym płaszczem i zapachem, do tego stopnia mną zawładnęły, że zapytałam się o nazwę po wyjściu. Funny Moshino, proszę bardzo. Tanie jak barszcz.
Przyjechał synek z Niemiec ze swoją Re, poszli z nami świętować do Yamamori, ludzie, jak ja kocham ich kuchnię! To taka zeuropeizowana Japońszczyzna, nawet Mo lubi tam chodzić.
A przed świętowaniem w restauracji poszliśmy we dwójkę na Radical Bookfair, dawno nas tam nie było. Powiew świeżosci, młodzi ludzie zainteresowani naprawianiem świata, przestrzeń wypełniały książki i marzenia o świecie alternatywnym. No i co z tego, że nierealne? Nigdy nie wolno się poddawać w walce o lepsze jutro;)
Wysłuchaliśmy dwóch wykładów – o eko-socjaliźmie (jeden z prelegentów to mój dawny kolega z ruchu aktywistów doktorantów) i o działaniach ruchu obrony lokatorów. Bardzo, bardzo miłe wyjście, po pierwsze sami, dawno nigdzie sami nie byliśmy, a tym razem mogliśmy, bo Mo poszła na zajęcia ze sztuki, a potem do koleżanki, mieliśmy więc czas na wspólne śniadanie i kawę i powłóczenie się po mieście. Choć było przeraźliwie zimno.
Mo zachwycona kolejnymi zajęciami – tym razem do kolekcji składającej się z pianina, basenu i gimnastyki artystycznej doszła sztuka, a raczej SZTUKA, w prawdziwej pracowni malarskiej, w starym, georgiańskim domu, z pędzlami, farbami, kredami, kartonami i panią, prawdziwą i profesjonalną artystką. Niestety, uwielbia tam chodzić, a zabawa droga – 18 euro za jedne zajęcia. Ale na moje głupie pytania ‚a nie możesz w domu sobie pomalować’ dostałam tylko obrażone spojrzenie.
A teraz siedzę w domu i sobie wspominam. Pierwszy raz w życiu dopadło mnie bowiem zapalenie pęcherza i od wczoraj jestem uziemniona. Nie wiedziałam, że to takie cholerstwo! To jakiś koszmar! Nie poszlam do pracy, ani na zajęcia, a wczoraj miałam nawet gorączkę, ostatni raz zdarzyło się to chyba rok temu. Musiałam iść do lekarza, bo w Irlandii nie ma furaginy bez recepty.
Pogoda tragiczna. Niby już wiosną powiewa, niby bardziej zielono, pachnie mokrą ziemią, ale zimno jak cholera. Piździ, jak mówią dosadne kobiety.