Z serem na dłoni

Wczoraj znowu wtopa.

Jak wiecie, były 50te urodziny Mi, temat błąkał mi się po nie zajętych komórkach mózgowych od jakiegoś czasu, oczywiście, nie tak, że ‚w ogóle nie myślałam’, ale z tego błąkania nie za dużo wynikało, bo raz, że trochę jesteśmy finansowo zarżnięci, więc tematy jak łódka, samochód czy operacja plastyczna dla mnie, żebym jeszcze ponętniejsza była (czy to w ogóle możliwe?), odpadały. A jak nie w 50 dni dookoła świata, to co?

Dumałam i dumałam długo (mogę tak napisać, odkąd się dowiedziałam, że nieświadomość pracuje nad tematami, nawet, jak się świadomie nie myśli), aż w końcu się okazało, że został tydzień do magicznej daty i opcje się skurczyły jak guma w majtach. Wiedząc z doświadczenia, że niespodzianki są super, ale raczej jak się je skonsultuje z solenizantem, zamówiłam fantastyczną golarkę do włosów. Na bazie entuzjazmu podarowałam mu rownież komputer w przyszłości (jak się dobrze policzymy z wydatkami), o-mało-co zamówiłam tort wegański i zabukowałam drogą restaurację. Państwo Irlandzkie dorzucilo mu dzień wolny od pracy, już od roku bowiem w Irl jest nowe święto właśnie na urodziny Mi, dla niepoznaki nazywa się dniem św. Brygidy.

No i wraz ze zbliżaniem się piątku wszystkie moje pomysły zaczęły się palić na panewce, czyli słabo.

Restauracja wegańska, dwie gwiazdki Michelina, nie wpuszcza dzieci po 17 (przez chwilę rozważaliśmy zostawienie Mo na zewnątrz, żeby sobie chociaż popatrzyła przez szybę jak się je w Michelinie, a co!), ale pod presją Human Rights i ONZetu zdecydowałam się na przeniesienie posiłku na niedzielę koło drugiej. To był pierwszy cios dla mojego Mi – jak to, pójdziemy do restauracji NIE W DZIEŃ JEGO URODZIN??

W międzyczasie (a może nawet wcześniej, kto by się tam czasem przejmował) Mo została zaproszona na urodziny kolegi na sobotę, a potem dostała zaproszenie na urodziny koleżanki, w poniedziałek, na które miała nie iść, ale tak nam zaczęła wiercić dziurę w brzuchu, że się zgodziliśmy. Czyli trzy dni zajęte. I wtedy się okazało, że Mi w skrytości jednak pielęgnował jakieś wyjazdowe plany urodzinowe na długi weekend, którymi się ze mną nie podzielił, bo po co, wszak po 25 latach małżeństwa już przecież się czyta mężowi w myślach. Te w cichości ducha hołubione miłe fantazje spowodowały lekką kłótnię w piątek rano, lekką, bo przecież nie będę się nakręcać w dniu jego urodzin! Wzięłam więc wszystko na klatę, nawet telepatię, popłakałam się i obiecałam poprawę, pojechałam kupić jakieś pączki wegańskie, do tych trzech kawałków ciasta, które zakupiłam dzień wcześniej (jakbyście kiedys byli w Dublinie to polecam Queen of Tarts – ciacha i kawa dla normalnych, wegan i nawet bezglutowców), że by jednak jak usiąść razem do stolu, skoro nie będziemy w restauracji.

No, ale wszystko się dobrze skończyło, bo Mo dziś rano wstała z gorączką i nagle się okazało, że nigdzie nie idziemy i nie pojedziemy, więc spędzimy leniwy długi weekend w domu:)

Za to przypomniało mi się, jak dokładnie 10 lat temu, na 40 tkę kupiłam mu deskę drogich serów, a w dniu urodzin okazało się, że właśnie od dzisiaj postanowił zostać weganem, podobno mi o tym mówił? I nie chciał zjeść serów. Strasznie to przeżyłam. Ja tu z serem na desce jak z sercem na dloni, a on zostaje ekstermistą!

Ale za to dzisiaj mam dzień sukcesów: nie dość, że poszliśmy pobiegać pierwszy raz do trzech tygodni, to na grupce recyklingowej ktoś zgłosił zapotrzebowanie na moje plastikowe pudła, które jak pamiętamy w efekcie silnego konfliktu wewnętrzenego w związku w bedbagami walały się po ogrodzie od pół roku.

Za każdym razem, jak wychodziłam do ogrodu, to rzucałam okiem na pudła i myślałam sobie ‚muszę coś z nimi zrobić’ a potem z poczuciem winy i podkulonym ogonem wracałam do domu. Pudła przejęły mój ogródek i nie pozwalały na proste radości ogrodnika. A teraz poczułam nową wiosenną energię, umyłam je porządnie i ufając, że domestos i półroczna kwarantanna ogrodowa, z okresowymi mrozami, załatwiły sprawę, piszę do pani, że są gotowe i chętne i czekam na odbiór.

Jak zobaczyłam jakie sa ładne i czyściutkie, zdecydowałam się dwa sobie zostawić😆