Szukam dziecka

Salmiaki pisze ‚widzę Cię na rowerze, w deszczu, z Mo’ i dziś właśnie leje jak z cebra, a my do lekarza, do szkoły, ja z powrotem do domu, Mo w swoich gumowych spodenkach sztormiakach, ja niestety przemoknięta do samych rajstop, deszcz mi ciurka przez dekolt za stanik. Miałam jechać do ośrodka zdrowia rozwieszać ogloszenia, że szukam dziecka, ale w takich okolicznościach zostawiłam tylko jedno u GP i dałam sobie spokój z dalszymi wyprawami.

Dalej dobrze śpię, dalej nie mam dziecka. Wykładowcy przyznają, że w tym roku jest wyjątkowo ciężko, może to skutek pandemii, a może ludzie są coraz bardziej ostrożni, zamknięci, chronią swoją prywatność i nie chcą wpuszczać kogoś obcego do domu.

Może jutro pojadę do centrum kultury i dwóch ośrodków zdrowia, trochę przestałam się już wstydzić, cykać, jak to się mówiło, wcześniej miałam duże opory, żeby się kogoś zapytać, czy mogę rozwiesić ogłoszenie.

Chcecie je zobaczyć? Proszę bardzo (to już jest 3 wersja), mówiłam, że już się nie wstydzę:

I co myślicie?

Ciężka sprawa, nie? 😉

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to przygoda dla każdego. Wykładowcy mówią nam, że niektóre rodziny coś od nas dostają, nawet, jeśli jest to tylko nasz czas.

Rozmyślam nad swoim zawstydzeniem i oporami. Uczę się obserwować swój strach przed porażką, niepewność rezultatów, okropne poczucie braku kontroli i zawieszenia w próżni, niechęć do narzucania się, poczucie, że proponuję coś, co ktoś może odczuć jako nadużycie czy wykorzystanie. Uczę się nie narzucać, nie wykorzystywać, szanować czyjeś prawo do powiedzenia nie, powstrzymywać okropną chęć, żeby ktoś się w końcu zgodził. Uczę się być delikatna, ale obecna, cenić to, co mam do zaoferowania mimo, że wiele osób nie widzi żadnej w tym wartości. Ale nie jest łatwo.