Pachniało wiosną, kiedy wczoraj wieczorem wracałam z zajęć. Miasto wydawało się rozbawione, na ulicach tłumy. Jadąc wąską, stromą uliczką wzdłuż galerii i parku, wyraźnie było słychać kłócące się ptaki. Jasno, jasno jeszcze o wpół do szóstej! Magnolia ma pąki, narcyzy już dawno powyłaziły z ziemi. Może jest jakaś nadzieja dla świata, choć nie będzie tulipanów w tym roku.
Studia nadal ciekawe, choć łącznie z pracą i domem na głowie nie jest łatwo. Ale zaczęłam dobrze spać, od kiedy zrobiłam się trochę mniej najkręcona i może trochę smutna. Spokojnie pogodzona? Nie mamy się czym przejmować, i tak nie zrobimy wszystkiego, co byśmy chcieli tak, jak byśmy chcieli.
Dziś leżę. Jest to najlepsze, co mogę zrobić na pęłzające od dwóch tygodni przeziębienie. Mam niestety trochę pracy, ale choć będzie ciepło i pod kołderką, w pozycji horyzontalnej. Zaraz moi wracają z basenu, robię sobie kawkę i do roboty.
***

