Choroba mi się przyczepiła i nie może się odczepić. Straciłam głos w zeszłym tygodniu i jeszcze całkiem nie wrócił, nawet mi się taki lekko zachrypnięty podoba, ale niestety, po godzinie wykładu robi się bardzo zachrypnięty, a potem zupełnie znika.
Czemu ten styczeń zawsze taki zimny i ponury? Tym razem jest także wyjątkowo wietrzny, w odstępie tygodnia odwiedziły nas już trzy huragany. Mo też jakaś zakaszlana, niby nic, ale parę dni w szkole, potem znowu w domu.
Przegryzam się przez literaturę ze studiów. Okazuje się, że im bardziej widzimy świat jako skomplikowany, dobry i zły równocześnie, tym badziej dojrzałe jest to nasze widzenie i tym bliższe rzeczywistości. Upraszczanie, idealizowanie przyjaciół i partnerów, postrzeganie oponentów jako całkiem złych jest taką dziecięcą niedojrzałością, obroną malutkiego dziecka, które nie może jeszcze objąć umysłem i wytrzymać skomplikowaności świata. Trochę smutne w tym kontekście co dzieje się w polityce polskiej, od wielu lat perspektywa my i oni. Zauważyłam, że męczy mnie taka uproszczona wizja świata. Ale też trudno się przed nią obronić – kiedy przeciwnik cię spłaszcza i sprowadza do jednego wymiaru, masz chęć odwetu i zrobienia tego samego.
Kolejne olśnienie które przeżywam dotyczy projekcji. Otóż taki ‚splitting’, takie oddzielenie dobra od zła, kiedy innych postrzegamy jako atakujących i prześladujących, tych, którzy się na nas uwzięli, polega na wyrzuceniu własnej agresji na zewnątrz i skutkuje tym, że nie mamy kontaktu z tą częścią własnej osobowości (my jesteśmy ci biedni, osamotnieni, niewinnie prześladowani), jak i również – co może i ważnejsze dla mnie – powoduje, że pozbywamy się również własnej siły i sprawczości. Przyjmujemy rolę ofiary, nie umiemy się świadomie chronić, nie możemy polegać na własnej umiejętności bronienia własnych granic. Oczywiście jest czasem tak, że ci inni rzeczywiście nas atakują, zauważyłam jednak, że kiedy bardzo bardzo się postaram nie odpowiedzieć atakiem, sytuacja ma szansę się rozładować, choć nie zawsze się tak dzieje. No, ale niestety odpowiedź często jest automatyczna, zwłaszcza, jak dotyczy to rodziny, bardzo trudno się zatrzymać i pomyśleć i poczekać, aż emocje opadną a my przestaniemy widzieć to tak zerojedynkowo.
Miałam sen. Śnił mi się Mi jako Leon Zawodowiec, który gdzieś głęboko pod ziemią opiekuje się malutkim niemowlęciem.