Siedzę na zielonej pluszowej sofie, słońce w głowę świeci, kawa w kubku jest. Do przeczytania jeszcze trzy teksty, do sprawdzenia trzy prace, jak trzy pierścionki na palcach po trzech kochankach.
Zenon z Dublina uratowany – lampa ogrzewająca wysiadła i biedaczek zaczął się hibernować, powyjazdowe pranie poprane, porządki w głowie porobione, pojawiła się nowa przestrzeń.
Życie wydaje się dobre, nowy rok obiecujący choć pełen wyzwań.
W starym dostałam awans oraz zdecydowałam się rozpocząć nową przygodę mojego życia, która mam nadzieję okaże się, jak to piszą w literaturze przedmiotu ‚turning point’. Był to duży krok w nieznane, jak na razie nadal podchodzę entuzjastycznie, choć widzę, że nie będzie to łatwe, bo chciałabym trzymać to i to, a tak się nie da, trzeba mieć oczy szeroko otwarte i zaakceptować ograniczenia.
W nowym roku chciałabym mieć tylko więcej czasu, ale skoro nie da się mieć więcej czasu niż się ma, chciałabym umieć się zatrzymać i powiedzieć sobie ‚teraz nie muszę robić nic, nie mam żadnego planu ani żadnych życzeń, ani żadnych rozpoczętych projektów, idę się ponudzić’, bo z nudy rośnie przestrzeń w głowie i rodzą się WIELKIE RZECZY.
Więc życzę sobie i Wam nudy, ale nie stagnacji, nie rozpaczliwego tkwienia i powolnego wysychania, nie siedzenia godzinami na Fb czy Insta czy innym reddicie, ale odżywczej, spokojnej, mglistej, powolnej, zupełnie analogowej NUDY.