Nawet nie wiem co pisać o Polsce, wpadłam tam jak śliwka w kompot, rodzina, przyjaciele, góry, wszystko, czego mi trzeba. Napasłam się dobrym słowem i jedzeniem i wróciłam do Irlandii, taka właśnie wypasiona, cięższa o wspomnienia i sześć kilo.
Sylwestra spędziliśmy na przypadkowo ukleconej imprezie, na której tańczyliśmy do czwartej rano, a ja po raz kolejny upewniłam się, że hot łysky jest DRINKIEM MOJEGO ŻYCIA. Dla ciekawych podaję przepis: plasterek cytryny z 3 goździkami, łyżeczką miodu (albo cukru) i pół szklanki gorącej wody, do tego łysky do smaku, czyli ile komu smakuje. Barmani wlewają 15ml, na domówkach każda dowolna ilość pasuje. Przydała się na coś moja chrypa, cierpliwie hodowana od dziesięciu dni, bo wiadomo – na chrypkę tylko hot łysky, wręcz trzeba łysky pić! Rozgrzewa, rozwesela i nie ma się po niej kaca! Zwłaszcza, jak człowiek obchodzi się ostrożnie z dodatkami. Mój drink był ogromnym sukcesem, choć niestety głównie docenionym przeze mnie samą. Dla równowagi moje Mojito dla leniwych (bez ucierania cukru z miętą) było zupełną porażką, wypiła go jedynie jedna koleżanka, chyba tylko po to, żeby mnie zabić wyrzutami sumienia. Muszę zapamiętać, że Muszynianka wysokozmineralizowana to NIE to samo co woda gazowana.
Jak już pisałam u Salmiaków, większość gości Sylwestrowych była w czerni, a ja wystąpiłam w płomiennej czerwieni, w dwudziestoletniej jedwabnej bluzce, która zawsze jest na czasie. Nieustająco sobie gratuluję, że ją ukradłam mojej siostrze, na tyle szybko, że nie zdążyła się do niej przywiązać po tym, jak ją kupiła w ciucharni. I tak służy mi od lat na większe okazje, a przy tym pasuje na moją figurę +- 10 kg.
Na Wigilii była (prawie) cała rodzina, impreza na dwadzieścia osób, na której wszystko było jak trzeba. Uwielbiam rytuały, kiedy są odpowiednio wykonane. I kiedy nie sa na mojej głowie. Na szczęście mam szwagierkę, która wszystko ogarnia i to do tego z czwórką dzieci. Szwagierka jest dla mnie żywym przypomnieniem, że po tej drugiej stronie barykady też są ludzie, a zacietrzewienie i odmawianie człowieczeństwa Innym (pisowcom, uchodźcom, czarnym, muzułmanom itd itp) jest niebezpiecznym błędem. Myślę, że ja dla niej też jestem widomym znakiem, że lewak też człowiek. Zadziwiająco się lubimy, mimo tego, że mamy bardzo odmienne poglądy na sprawy zasadnicze (Bóg, honor, ojczyzna, zarodki).